Anderszewski w ciemnościach

11 Sty

Johann Sebastian Bach i Robert Schumann to kompozytorzy, których Piotr Anderszewski zgłębia bardzo intensywnie. Tylko z pozoru są to dwa odrębne światy. Schumann w pokoleniu romantyków należał – razem z Chopinem – do największych dłużników Bacha, komponując wiele utworów fortepianowych o strukturze polifonicznej, opartej na kontrapunktach, niekiedy wprost nawiązując do mistrza baroku. O tym szczególnym studiowaniu i łączeniu Bacha i Schumanna przez Anderszewskiego pomyślałam w drugiej części niedzielnego recitalu tego pianisty w Filharmonii Narodowej. Bezpośrednio po zakończeniu Wariacji Es-dur „Geistervariationen” Schumanna, po ostatnim akordzie, właściwie attacca przeszedł do „Preludium” z VI Suity angielskiej d-moll – dość odległe bemolowe tonacje, mały szok dla ucha, ale dla mnie – argument za tym, co i tak widać w faktach, w repertuarze i dyskografii Anderszewskiego: z Bacha i Schumanna stworzył własny muzyczny kosmos. Nawiasem mówiąc, miał zagrać inny utwór Schumanna – Novelettę fis-moll op. 21 nr 8, ale w ostatniej chwili zmienił zdanie i zastąpił ją „Wariacjami”. W programie tego recitalu słowiańskim wtrętem był Szymanowski – Anderszewski przypomniał jego „Metopy” op. 29, które 10 lat temu nagrał na płycie wytwórni Virgin Classics. To był najlepszy punkt programu. „Metopy” (1915), utwór jak na swoje czasy bardzo nowoczesny, są przeładowane dźwiękiem, girlandami nut – ornamentów, kontrapunktów, dysonujących współbrzmień, plam dźwiękowych. Anderszewski mówił kiedyś w wywiadzie, że traktował ten utwór jak łamigłówkę. Trzeba naprawdę wyjątkowych umiejętności pianistycznych, ale też wyczucia formy i analitycznego umysłu, aby przeprowadzić wszystkie trzy części tak przekonująco i z żelazną logiką, jak to zrobił Anderszewski. Choć „Metopy” to utwór programowy, muzyczna transpozycja tematów z „Odysei” Homera (części: „Wyspa syren”, „Kalipso”, „Nauzykaa”), to w warstwie czysto muzycznej – bardzo abstrakcyjny. Anderszewski był doskonałym przewodnikiem po tym labiryncie, nie gubiąc się w nim ani razu, kontrolując każdą nutę.

Recital odbył się w ciemnościach. Zgasł wielki żyrandol w sali koncertowej i światła boczne, pozostało tylko światło punktowe skierowane na fortepian. Anderszewski poszedł śladem swojego idola, Światosława Richtera, który pod koniec życia też koncertował przed wyciemnionym audytorium, pozostawiając jedynie lampkę nad pulpitem, bo pod koniec życia grywał z nut. Zrobiło się intymnie i bardzo kameralnie.

Bach zabrzmiał dwukrotnie: na otwarcie recitalu (Partita h-moll „W stylu francuskim” BWV 831) i na jego finał (VI Suita angielska d-moll BWV 811).

Anderszewski świetnie czuje taneczny puls tych utworów, gra dynamicznie, czuje się ten pęd myśli do przodu, dążącej do eleganckiej kadencji – puenty. Jest to Bach indywidualistyczny. Gwałtowne różnice dynamiczne, które Anderszewski niekiedy stosuje, niewiele mają wspólnego z prawdą historyczną, to po prostu wybitna pianistyka, która nie musi się oglądać na wykonawstwo historycznie poinformowane. Dźwięk Anderszewskiego jest jedyny w swoim rodzaju: nasycony energią, głęboki, sprężysty, nieco metaliczny. Polifonia klarowna, prowadzenie głosów selektywne, aczkolwiek… wolę VI Suitę w wersji Światosława Richtera (choćby „Courante” z ładnie eksponowaną linią basu).

Na bis Anderszewski wykonal trzy z sześciu „Bagatell” op. 126 (G-dur, g-moll, Es-dur).

Anna S. Dębowska

Piotr Anderszewski, niedziela, 11 stycznia 2015 r., godz. 18, Filharmonia Narodowa w Warszawie

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: