Uczona biografia o muzyku-uczonym, czyli o Bachu

16 Gru

Czytelnik nie zdaje sobie sprawy, jak doniosłe wnioski można wyciągnąć z drobnych tropów, śladowych wzmianek, i naniesionych na marginesach dopisków. One właśnie decydują o fascynująco bogatym portrecie Jana Sebastiana Bacha, wykreowanym przez Christopha Wolffa – pisze Marcin Majchrowski.

Layout 1

Nie byłoby tej nadzwyczajnej książki, gdyby nie perswazja jednego z przyjaciół jej autora. Piszący te słowa miał szczęście przeprowadzenia rozmowy z profesorem Christophem Wolffem – w wywiadzie udzielonym Polskiemu Radiu autor monografii Jana Sebastiana Bacha wyraźnie podkreślił:

„Nie czułem się na siłach, aby napisać pełnowymiarową biografię, dopóki mój dobry przyjaciel Michael Ochs, dyrektor muzycznego oddziału biblioteki w Harvardzie, na którym wykładałem przez wiele lat, został powołany na stanowisko redaktora muzycznego w wydawnictwie New York Publishing House. Pod wpływem jego argumentów zdecydowałem się napisać książkę, która kształtem i układem różni się od wszystkiego, co zostało opublikowane do tej pory na temat Bacha”.

Istotnie, książka Johann Sebastian Bach. Muzyk i uczony nie jest zwykłym rysem biograficznym czy kroniką życia i twórczości największego kompozytora wszech czasów. „Zwykłej” monografii Bacha nie można dziś napisać. Wiele jest ku temu powodów, czasami całkiem paradoksalnych. Naukowiec na początku XXI stulecia ma nieporównanie łatwiejszy dostęp do dokumentacji niż kiedykolwiek wcześniej. Materiały źródłowe na temat działalności Bacha czy wszystkie znane źródła muzyczne są niemal na wyciągnięcie ręki. „Zamiast jednak ułatwiać zadanie, dostępność Bach-Dokumente i Neue Bach-Ausgabe oraz ogrom materiału, który zawierają, czynią naukowe przedsięwzięcie, jakim są studia nad życiem i twórczością Bacha, o wiele trudniejszym, czy wręcz niemożliwym do wykonania” – podkreśla we wstępie do polskiego wydania Christoph Wolff. Jednym słowem, współczesny muzykolog, szczególnie zajmujący się tak chętnie podejmowanym tematem, staje wobec zasadniczego dylematu selekcji i wyboru materiałów, a embarasse de richesse niezmienne spędza mu sen z powiek. W przypadku pisania o Bachu dodatkowym brzemieniem staje się tradycja.

Spitta wciąż aktualny

Jedną z podstawowych pozycji na temat życia J.S. Bacha jest monumentalne dzieło Philippa Spitty z lat 1873–1880. Wolff jest świadom jego doniosłości, skoro wyraźnie podkreśla, że dziś „w ogóle nie byłoby możliwe” napisanie takiego „obszernego, dwutomowego studium”. W tym stanowisku nie ma krzty kokieterii – poparte jest ono świadomością człowieka, rozumiejącego ogrom późniejszych dokonań naukowo-badawczych. Spitta dysponował zaledwie częścią dokumentów biograficznych dotyczących kompozytora, a wydanie kompletu dzieł Bacha osiągnęło wówczas ledwie półmetek. Tym niemniej skala przedsięwzięcia i erudycja autora wyznaczyła poziom i ustanowiła standardy, których nawet po z górą stu latach lekceważyć nie można. Wolff stawia się na pozycji autora, którego rola polegała na „uaktualnieniu i skorygowaniu obrazu Bacha tak, by dostosować go – w sposób możliwie obiektywny, a jednocześnie na tyle subiektywnie, na ile to uzasadnione – do bieżącego stanu wiedzy”. Ileż skromności przebija przez to stwierdzenie. Należy pamiętać, że Christoph Wolff większość zawodowej aktywności poświęcił twórczości autora Pasji Janowej, a tworząc ten „portret biograficzny” miał dostęp do XVIII-wiecznych źródeł – rękopisów i dokumentów. Stoi jednak na stanowisku, że podjął się skromniejszego zadania niż Spitta – stworzenia zaledwie „eseju biograficznego”.

Dokumenty przede wszystkim

Daj Boże każdemu biografowi taką erudycję, jaką dysponuje Christoph Wolff. Śledząc koleje losów Jana Sebastiana, wnikamy w barwny świat przełomu XVII i XVIII w. Wszystkie fakty i ich interpretacja, wnioski podpowiadane przez autora – oparte są na bardzo bogatym materiale źródłowym. Przede wszystkim na obszernie cytowanym Nekrologu (Nekrolog auf Johann Sebastian Bach), napisanym przez Carla Philippa Emanuela Bacha i Johanna Friedricha Agricolę, opublikowanym w roku 1754. To podstawowy materiał faktograficzny opowieści o drodze życiowej Jana Sebastiana, która wiodła z rodzinnego Eisenach przez Ohrdruf, Lüneburg, Arnstadt i Mühlhausen, Weimar i Köthen do Lipska. Innym niezwykle cennym źródłem, dotyczącym historii całej muzycznej familii Bachów, jest Genealogia, spisana około 1735 r. przez głównego bohatera monografii (J.S. Bach Ursprung der musicalisch-Bachischen Familie). Do tych dwóch fundamentalnych dokumentów dochodzą listy, inwentarze, rachunki dworskie. Przeciętny czytelnik pewnie nie zdaje sobie nawet sprawy, jak doniosłe wnioski można wyciągnąć z drobnych tropów, śladowych wzmianek, i naniesionych na marginesach dopisków. Zebrane w całość decydują o fascynująco bogatym obrazie, wykreowanym przez Christopha Wolffa.

Polskie wydanie książki ukazało się 11 lat po opublikowaniu anglojęzycznego oryginału. Autorką bardzo rzetelnego przekładu (o drobnych nieścisłościach redakcyjnych i stylistycznych nie wspominajmy) jest Barbara Świderska, konsultacji naukowej udzielał profesor Szymon Paczkowski, a książkę wydała oficyna Lokomobila. Wcześniej, w 2005 r. we Frankfurcie ukazała się niemiecka wersja pracy. Ten dystans czasowy okazuje się atutem – polski czytelnik korzysta bowiem z możliwie najaktualniejszej redakcji książki. Skalę przyrostu odkryć, dotyczących Bacha i jego czasów, ukazuje obszerny Wstęp do wydania polskiego.

Doniosłość owych pozornie drugorzędnych szczegółów jest ogromna. Warto zwrócić uwagę choćby na drobny, ale jakże smakowity fakt: wiadomości dotyczące pierwszej żony Bacha – Marii Barbary – ograniczały się do niedawna do suchych faktów (daty urodzenia, chrztu i śmierci). Jednak od 2004 r. naukowcy mogą się pochwalić odkryciem, że „pani Bach, żona organisty” zasiadała „po prawej stronie nawy kościelnej w ósmym rzędzie na miejscu nr 3, z ukosa spoglądając do tyłu na żonę kapelmistrza dworu – Johanna Samuela Dresego”.

Inne znaleziska dotyczą spraw strictemuzycznych, na przykład najwcześniejszego rękopisu Bachowskiego (Tabulatura Weimarska), materiałów wykonawczych kantat w Köthen (wychynęły na światło dzienne w… Domu Puszkina w St. Petersburgu), szczegółów zawartości biblioteki Bacha, albo zabezpieczenia finansowego po jego śmierci wdowy Anny Magdaleny i niezamężnych córek. W przytoczonym wywiadzie prof. Wolff podkreślał, że w pierwszej dekadzie XXI w. jego zespół z Archiwum Bachowskiego w Lipsku „zidentyfikował ponad 150 nowych dokumentów i nadal znajduje następne. Nie wszystkie wnoszą istotne informacje, ale jest to ciągle rozrastająca się układanka. Wiele brakujących fragmentów dotyczących życia i twórczości rodziny Bachów ostatnio zostało uzupełnionych. Moja praca, studia nad biografią stały się podstawą tego projektu badawczego”.

Bach – muzyk-uczony

Jaki portret Bacha wyłania się z monografii Christopha Wolffa? Zwornikiem narracji o dorobku kompozytorskim i miejscu Bacha w przestrzeni muzycznej Europy jest nośna analogia do pozycji Izaaka Newtona w świecie ówczesnej nauki. „Kim Newton był jako filozof, tym Bach był jako muzyk”.

Bacha ukształtowała długa tradycja teoretyczna, w której ars musica była jedną z nieodzownych części całościowego oglądu świata, stanowiła „gałąź sztuk wyzwolonych kwadrywium”. Bach jawi się jako muzyczny kodyfikator osiągnięć niemieckiej sztuki, jako ten, który czerpiąc z tradycji w praktyce kompozytorskiej uporządkował i połączył „zasady generałbasu, harmonii i kontrapunktu – elementy, które przedtem traktowano oddzielnie”. Jego pozycję w przestrzeni europejskiej kultury muzycznej ilustruje w książce rycina Augusta Fredericka Christophera Kollmanna z 1799 r., Słońce kompozytorów. Centrum – Kantora Lipskiego – otaczają kręgi promieni. Pierwszy, najbliższy – to Händel, Graun i Haydn. Bach był więc tym, który poprzez swe dokonania stał się punktem odniesienia dla przeszłości i przyszłości muzyki kontynentu europejskiego, człowiekiem, „od którego pochodzi cała mądrość muzyczna”, jak od Newtona pochodziła mądrość naukowa. Tak widziały go pokolenia z przełomu XVIII i XIX w. i podobnie postrzega go profesor Wolff. Zwraca przy tym uwagę, że muzyczna wiedza i mądrość, a także kompozytorska wirtuozeria Bacha nie wzięły się znikąd. Uzasadniając słowa samego twórcy – „Co ja osiągnąłem pilnością i praktyką” – ukazuje ciekawy proces samokształcenia i dochodzenia kompozytora do artystycznej pełni. Twórczość Jana Sebastiana rozpatrywana jest przez pryzmat doświadczeń biograficznych. Najpierw edukacji (ukończenie szkoły łacińskiej), a następnie poszczególnych angaży i piastowanych stanowisk. Nic nie jest tu przypadkowe, a gdyby losy inaczej pokierowały życiowymi wyborami twórcy Mszy h-moll, stan jego dorobku byłby zupełnie inny. Śledzenie tych zależności staje się tak pasjonujące, jak czytanie najlepszych przygodowych powieści. Pod koniec życia Jan Sebastian był całkowicie świadom swoich dokonań i miejsca w kulturze muzycznej ówczesnych Niemiec. Dlatego stwierdzenie, że Bach „nie miał żadnych oporów, by w swym otoczeniu i w kręgu swoich uczniów kazać się podziwiać”wydaje się logiczną konsekwencją całego wywodu.

We wspomnianym wywiadzie Wolff podkreślał: „Bacha nie dawało się porównać z Händlem. Jego sytuacja była zasadniczo odmienna, ale nabrał pewności siebie, dzięki temu, jak postrzegali go inni. Fakt, że uczniowie go szanowali, jest dość oczywisty. Koledzy po fachu podziwiali go – wiemy to ze sposobu, w jaki Telemann czy Quantz zareagowali na wiadomość o jego śmierci. Zdawali sobie sprawę, że odszedł jeden z największych kompozytorów wszech czasów. To jest coś, co Bach musiał odczuwać przez całe życie. Fakt, że od roku 1736 posiadał tytuł nadwornego kompozytora króla polskiego i elektora saskiego, umocnił jego pozycję, dając również swobodę w relacjach z władzami Lipska i teologami. W pewien sposób był ponad nimi – to dało mu siłę i sprawiało, że zachowywał się tak, jak żaden inny muzyk w XVIII wieku. Był przekonany, że zasługuje na specjalne traktowanie. Być może z naszego punktu widzenia był nieco arogancki w stosunku do ludzi, którzy nie byli muzykami. Sądzę, że był po prostu geniuszem w każdym calu”.

Bach – człowiek

Monografia Bacha – muzyka-uczonego – napisana jest bardzo żywo. Portret kompozytora obfituje w wiele mówiących szczegółów. Za młodu, świadom swojego potencjału, bywał porywczy, przez co miewał nawet kłopoty dyscyplinarne ze swymi pracodawcami. 4 sierpnia 1705 r. w Arnstadt Bach – jako organista Nowego Kościoła – musiał tłumaczyć się przed konsystorzem z bójki z niewiele pewnie młodszym od siebie uczniem o nazwisku Geyersbach, przez którego został znieważony i domagał się odeń należytej satysfakcji. Na marginesie tego zabawnego dość epizodu – publicznej szarpaniny i sięgania po laski, a nawet mieczyki, rada kościelna podniosła jednak inny zarzut wobec ambitnego artysty. Zarzucono Bachowi, że „dotąd robi w chorałach wiele dziwacznych variantes i wplątuje w nie wiele obcych dźwięków, tak że kongregacja jest nimi skonfundowana”. Sprawa świadczyć może o jednym: łatwego charakteru Bach na pewno nie miał, ale usprawiedliwiało go poczucie własnej wartości, świadomość potencjału twórczego, a także fakt, że był potomkiem bardzo rozgałęzionej i wpływowej muzycznej rodziny. Od początku zawodowej drogi uzyskiwał też bardzo intratne posady, a jego wynagrodzenie okazywało się zazwyczaj wyższe niż poprzedników.

Doceniano także niezwykłą wiedzę Bacha na temat organów. Przytaczane przez Wolffa sprawozdania z ekspertyz różnych instrumentów dokonywanych przez Jana Sebastiana w ówczesnej Turyngii świadczą, że mimo młodego wieku (bo już wówczas proszono go o wyrażenie miarodajnej opinii), był sędzią bardzo szanowanym, sprawiedliwym i uznawanym przez starszych od siebie organmistrzów. Każde z miejsc, które dane było Bachowi odwiedzić, Wolff opisuje szczegółowo. Przytacza nawet wydatki, jakie np. za sporządzenie ekspertyz instrumentu ponosili kontrahenci. 1 grudnia 1713 roku pobyt „pana Pacha” [sic!] w gospodzie „Pod Złotym Pierścieniem” w Hall opiewał na łączną sumę 7 talarów i 2 groszy, w tym „za jedzenie” – 2 talary 16, za piwo 18 groszy, za winiak 8 groszy, a za tytoń groszy 4! Podobno owych 18 groszy było równowartością trzydziestu litrów piwa… Bach należał do osób całkiem dobrze opłacanych i sytuowanych, jego rodzina żyła raczej dostatnio.

Carl Philipp Emanuel podkreślał jego bardzo towarzyskie usposobienie. Ojcem był wymagającym, ale zapobiegliwym i świadomym potrzeby dobrej edukacji dla swoich synów. Z drugą żoną – o 16 lat młodszą Anną Magdaleną – wiązało go niezwykle serdeczne uczucie, którego śladem mogą być choćby dedykacje na dwóch częściach Clavier-Büchlein z 1722 i 1735 r.Dbał o nią bardzo, skoro w czerwcu 1740 r. podjął nawet próbę sprowadzenia dla niej z Halle pewnej śpiewającej makolągwy, a kilka miesięcy później w prezencie podarował „sześć bardzo pięknych sadzonek goździków”. W domu, w którym kłopoty materialne byłyby na pierwszym planie, o takich zbytkach nawet by nie myślano. Sprawom ekonomicznym poświęcono zresztą jeden z aneksów – bardzo szczegółowe zestawienie dochodów z działalności zawodowej Bacha i wydatków ponoszonych przez gospodarstwo domowe, z przybliżonym przeliczeniem na współczesną walutę (euro).

Wyczerpujących aneksów jest zresztą więcej: chronologiczna tabela życia, mapa wszystkich miejscowości, w których Bach przebywał i luterański kalendarz kościelny. Jak na „esej biograficzny” całkiem tego sporo!

Polskie wydanie książki uzupełniono obszernym artykułem o architekturze i sztuce XVIII-wiecznej Warszawy za czasów panowania Sasów, pióra Jakuba Sito. Ten polski wątek wydaje się być interesującym, ale pobocznym kontekstem dla działalności Bacha. Największy kompozytor w dziejach muzyki europejskiej nigdy w Rzeczypospolitej nie był, ale nosił zaszczytny tytuł „Nadwornego Kompozytora Króla Polskiego i Elektora Saskiego”, o czym nad Wisłą zdajemy się na co dzień zapominać. Nie powinniśmy, bo to jednak powód do dumy. Tak nieco na marginesie – ten akurat kontekst twórczości Jana Sebastiana Bacha dogłębnie analizuje w swojej książce Styl polski w muzyce Johanna Sebastiana Bacha muzykolog Szymon Paczkowski.

Marcin Majchrowski (Polskie Radio)

Christoph Wolff, Johann Sebastian Bach. Muzyk i uczony, tłumaczyła Barbara Świderska; Lokomobila 2011.

Tekst ukazał się w szesnastym numerze kwartalnika „Beethoven Magazine” (Jesień/2012).

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: