„Libiamo!”, czyli pijaństwo przy śpiewie

3 List

Postaci ze świata opery komicznej śmieszą nas swym chwiejnym krokiem. Bohaterowie tragedii szukają w trunkach chwili zapomnienia. Zajrzyjmy im wszystkim do kieliszków.

Jerzy Snakowski

 

Opera jest niebezpieczna! Jednak zagrożenie nie czyha ani ze strony żądnych krwi barytonów, mezzosopranistek-trucicielek czy nawet sopranistek rozprawiających się z wrogiem za pomocą noża. Zło czai się gdzie indziej – w pozornie niewinnych, melodyjnych piosenkach. We włoskiej operze nazywa się je brindisi, w niemieckiej – Trinklied. Rosjanie określają je mianem zastolnaja, dla Polaków jest to pieśń biesiadna. Sens zawsze jest ten sam: chwile szczęścia są ulotne, więc bawmy się i pijmy. A co? Alkohol, rzecz jasna. Gdybyśmy stosowali się do zaleceń operowych bohaterów, prędko zrujnowalibyśmy sobie zdrowie. Dlatego trzeba się mieć się na baczności, słuchając toastów, wznoszonych niemal w każdej operze.

W cudowną moc alkoholu wierzą bohaterowie różnych stanów, epok, płci i genre’u: Don Giovanni, Turiddu z Rycerskości wieśniaczej, Hoffmann z Opowieści Hoffmanna Offenbacha, Alfred i Violetta z Traviaty, Hamlet w operze Thomasa, Kasper z Wolnego strzelca, Walter-Konrad z Litwinów Ponchiellego, Verdiowska Lady Makbet i Jago z Otella, Raimbaud w Hrabim Ory Rossiniego, Petur w Bank Banie Erkela.

Co serwuje bar

Operująca mitem i metaforą opera barokowa gardzi szczegółem. Jej bohaterowie wyrastają wysoko ponad przeciętność. Żyją sztuką i miłością. Do ust biorą jedynie oddech niezbędny do wyśpiewania karkołomnych koloratur. Nie czują głodu. Najwyżej pragnienie – a gaszą je przeważnie wodą lub winem. Barokowa opera pozbawiona jest smaku i kalorii. Nie inaczej jest w dobie klasycyzmu. Z tej reguły wyłamuje się oczywiście niepokorny Mozart – w ostatniej scenie Don Giovanniego bohaterowie jedzą bażanta i popijają czerwonym winem Marzemino. Jednak ów szczegół zawdzięczamy tylko temu, że jest to scena o komicznym charakterze. A opera buffa zawsze była bogatsza w realia. Opera seria unikała detali.

Sytuacja zmieniła się w połowie wieku XIX. Rok 1855 przyniósł bunt olimpijskich bogów przeciwko ambrozji i małmazji, od których już ich mdliło. Z zazdrością patrzyli na stare cypryjskie wino, a szczególnie na flaszkę ognistej wody, vite spiriti, które to napitki w Orfeuszu w piekle Offenbacha spożywał bóg podziemi, Pluton. W tym samym czasie opera seria, jedna z bogiń na parnasie sztuk, także nabrała ochoty na coś mocniejszego. Wiek XIX wprowadził do niej najpierw prawdę psychologiczną. Tuż za nią, za sprawą modnego wówczas realizmu, na operowe sceny wdarł się autentyzm obyczajowy. Bohaterowie nadal stronili od jedzenia – czynności zbyt przyziemnej, by poświęcać jej arie. Ale o piciu było coraz więcej i coraz konkretniej. Tak konkretnie, że widz mógł sobie wyobrazić wrażenia smakowe odczuwane przez bohaterów. W Cyganerii nie pije się już po prostu wina, ale bordeaux i reńskie. Lubieżny baron Scarpia w Tosce popija wino hiszpańskie. Turiddu z Rycerskości wieśniaczej, zaraz po tym jak wybrzmi słynne Intermezzo, zachwala wino musujące. Pierwsza reprezentantka proletariatu w operze poważnej, Carmen, gustuje w gatunkach lokalnych. Lubi wino o gorzkawym posmaku rumianku – manzanillę. Swoje miejsce w operze znajduje także tokaj – szlachta pije nim zdrowie Maryny Mniszech, bohaterki Borysa Godunowa Musorgskiego. Trunki regionalne reprezentuje również pite w modrzewiowym dworku wino zwane zieleniakiem, a w Hrabinie Moniuszki – pieszczotliwie „zieleniaczkiem”.

Przedstawicielką mocniejszych alkoholi jest whisky, którą w Madame Butterfly raczą się jankesi – Pinkerton i Sharpless. Wolą ją od milk puncha, czyli koktajlu z bourbona, mleka, śmietanki i cukru. To samo popijają bohaterowie innego dzieła Pucciniego – poszukiwacze złota z operowego westernu Dziewczyna z Zachodu. W tym przypadku alkoholowi towarzyszą, rzecz jasna, cygara i poker.

A piwo? Jest i piwo! W czeskiej, a jakże, operze Smetany Sprzedana narzeczona zachwalają je wieśniacy popijający ten trunek przed gospodą. Miód? Ze złotych kielichów raczą się nim bohaterowie Rusłana i Ludmiły Glinki. Wódki jednak jak na lekarstwo! Za prostacka. W Eugeniuszu Onieginie Czajkowskiego chłopi z majątku Łariny mają niezwykle wyrafinowane podniebienia – otóż w nagrodę za udane zbiory otrzymują od swej „matuszki” nie wódkę, lecz wino. Tylko z didaskaliów dowiadujemy się, że w Trzewiczkach Czajkowskiego Sołocha, matka Kowala Wakuły, częstuje jednego z absztyfikantów pieprzówką, choć on – śpiewająco – prosi o wino, dyżurny operowy alkohol.

Skądinąd wiadomo, że na rosyjskiej wsi w czasie takich świąt, jak dożynki (a właśnie dożynki obchodzi się w Eugeniuszu Onieginie), licząca pięćset osób wieś potrafiła wypić do stu wiader wódki. To jednak drastycznie za dużo, jak na operę i jej mieszczańską publikę.

 

Oto skutki picia…

Wbrew temu, co śpiewają operowi herosi, alkohol nie zawsze zapewnia przyjemne doznania. Niekiedy jego spożycie kończy się źle. Bardzo źle. Wystarczy popatrzeć na bohaterów oper Rimskiego-Korsakowa. Kompozytor lubował się w uśmiercaniu ich zatrutym winem. Tak umiera Mozart w Mozarcie i Salierim, Marfa w Carskiej narzeczonej czy tytułowy Pan Wojewoda. Żałośnie, ale już nie tak tragicznie, kończy Falstaff – bohater oper Nicolaia i Verdiego. Uzależnienie od alkoholu każe mu snuć plan, wedle którego będzie żył i pił na koszt dwóch kumoszek. Plan nie jest jednak doskonały. Opój nie przewidział, że obie panie są przyjaciółkami, które nie mają przed sobą żadnych tajemnic. W efekcie nie dość, że nie zaspokaja głodu alkoholowego, to jeszcze zostaje obity i poniżony.

Alkohol to źródło nieszczęść. W Otellu Verdiego pijacka awantura kosztuje Kasja posadę. W Cyganerii kamienicznik Benoit daje się wystrychnąć na dudka zalegającym z czynszem lokatorom. Studenci bez grosza przy duszy upijają go i zmuszają do kompromitujących wyznań, po czym, udając święte oburzenie, wyrzucają go z jego własnego lokum, nie płacąc należności za kwaterunek. W Napoju miłosnym głuptas Nemorino niemal daje się wysłać na wojnę jako mięso armatnie, byle za żołd kupić butelkę mocnego bordeaux. Na usprawiedliwienie ma jedynie to, iż wierzy, że to magiczny napój, który powinien wzbudzić miłość w ignorującej go Adinie.

Nie od dziś wiadomo, że u niektórych alkohol wywołuje wesołość, u innych – agresję. Tej ostatniej doświadcza Wozzeck z opery Berga – zostaje dotkliwie pobity przez pijanego Tamburmajora. Sam zresztą pada ofiarą mocnych trunków – będąc „pod wpływem”, topi się w stawie, do którego wcześniej wrzucił zwłoki swojej żony, Marii.

 

Tenor dmucha w balonik

W konkursie na operę o największej liczbie promili jedno z czołowych miejsc zajmują Opowieści Hoffmanna, dosłownie wyłaniające się z alkoholowych oparów. Akcja rozgrywa się w winiarni. Pierwszymi postaciami, które się odzywają są Duszki Wina, a ich pierwsze słowa to „gul, gul”. Tytułowy bohater najwyraźniej ma problem z alkoholem. Jest pijany od samego początku. Wino rozwiązuje mu język oraz struny głosowe tak bardzo, że przez trzy bite akty snuje opowieści o swych nieszczęśliwych miłościach. W epilogu, zalany w pestkę, osuwa się pod stół. W takim stanie zastaje go ukochana Stella. Podobnie jak poprzednie kochanki Hoffmanna, również ona porzuca dręczonego chorobą alkoholową poetę, przy którym pozostaje jedynie wierna Muza.

„Butelka – słońce naszego życia! A my krążymy wokół niej, jak planety”. Aby nie było niedomówień – chodzi o butelkę pełną wina. Wesoła piosenka towarzyszy toastom – za śliczną mniszkę z klasztoru świętej Urszuli i za nowicjuszkę z klasztoru świętej Katarzyny… W moc toastów, większą niż moc intencyjnych modlitw, wierzą zakonni braciszkowie w Zaręczynach w klasztorze Prokofiewa. Otyli, z czerwonymi od pijaństwa nosami, na próżno walczą z pokusami. A zresztą po co walczyć, skoro przyjemniej jest im ulegać? Oto przykład, że w operze, podobnie jak w życiu, w nałogi popadają ludzie różnych stanów.

 

Pijacka opera narodowa

Jednak jeśli chodzi o ilości wypitego alkoholu, to wszystkie opery na łeb na szyję biją polskie dzieła narodowe. Halka rozpoczyna się od zbiorowego picia za zdrowie młodej pary – Janusza i Zofii. W I akcie pijana szlachta dziękuje gospodarzowi, Stolnikowi, że karmi i poi bez umiaru. Wśród biesiadników krąży roztruchan (didaskalia określają go mianem „Zygmuntowskiego”) – monstrualnych rozmiarów, wymyślnie zdobiony kielich. Ale to tylko preludium, aperitif do tego, co przedstawił ojciec polskiej opery w kolejnych dziełach. W Strasznym dworze przekracza wszelkie granice. Pije się tu od samego początku do samego końca. W pierwszej scenie Zbigniew wychyla strzemiennego z kolegami z wojska. Zaraz ma świtać, więc można domniemywać, że panowie nadużywali przez całą noc. W ostatnim akcie przemarznięci goście z kuligu domagają się klucza do piwnicy. I bez wątpienia nie będą szukać tam przetworów. Jednak nim to nastąpi, kompozytor oraz librecista Jan Chęciński upijają niemal wszystkich męskich bohaterów.

Jan Bystroń w Dziejach obyczajów w dawnej Polsce podaje, że jedną ze szlacheckich tradycji były alkoholowe orgie. Gospodarz poczytywał sobie za punkt honoru spić wszystkich gości, choć nie wszyscy chętnie temu się poddawali. Ponoć czasem trwało to kilka dni. Czy między innymi ten właśnie zwyczaj ma na myśli Miecznik, gdy opisuje prawdziwego Polaka – Niech mu będzie chęć nieznana, Lżyć obyczaj stary swój? Zapewne tak. W finale II aktu zapowiada to, co wydarzy się po opadnięciu kurtyny. Widząc kłócących się myśliwych, zachęca – Do weselszych was zapasów przy wieczerzy proszę tam. Jeśli ktoś myśli, że chodzi o zawody w łamaniu podków, to kolejne frazy Miecznika wyprowadzą go z błędu; pan na Strasznym Dworze proponuje wzniesienie pierwszego toastu. Akt III, rozgrywający się po suto zakrapianej wieczerzy, ukazuje wszystkich mężczyzn w stanie mocnego upojenia alkoholowego. Pijany jest Maciej, któremu plącze się język i bez krzty krytycyzmu wierzy w bajania Skołuby. Zresztą to klucznik spił służącego braci. Nie wiemy czym, ale wiemy jaką ilością. Skołuba śpiewa o tym w finale II aktu. Ponieważ jednak słowa te padają w nonecie z chórem, kwestie Skołuby nie docierają do widzów. Odgraża się on Maciejowi – Upoję cię za dwóch,/ gdy łeb zamąci kwarta/ bierz broń i traf dzika jeśliś zuch. Staropolska kwarta to ponad jeden litr! Nie była to chyba zawrotna ilość, ponieważ Zbigniew oceniając stan upojenia sługi, stwierdza, że ów „trochę łyknął”.

Stefan i Zbigniew pewnie też nie wylewali za kołnierz. Zwyczaj zabraniał odmawiania gospodarzowi. W efekcie Stefan najpierw snuje erotyczne wizje i marzy o Hannie, a następnie rozczula się histerycznie wspomnieniem zmarłej matki. Niemało promili we krwi i wydychanym powietrzu ma także Zbigniew. Alkohol zmienia tego bitnego żołnierza w sentymentalnego kochanka, który nie może spać po nocach, śpiewa liryczne arioso i intonuje miłosny kwartet pełnym bólu A jednak…. O udział w libacji możemy podejrzewać także konkurenta braci – Damazego. W ostatnim akcie sam przyznaje, że przy wieczerzy jak na biedę, człek toastów pił bez liku,/ a po winie wszak się zdarza,/ palnąć koncept z kalendarza. Doprawdy ciężko zrozumieć dlaczego na spektakle Strasznego dworu posyła się szkolną młodzież. Trudno o większą pochwałę pijaństwa!

Również w innych operach Moniuszkowskich trunki leją się szeroką strugą. W Hrabinie jeden z bohaterów, Podczaszyc, jest amatorem wspomnianego już zieleniaczka. O zbiorowej libacji państwa i wieśniaków z dużą ilością miodu śpiewa się w Verbum nobile. W dodatku panowie przystąpią do niej już wstawieni – szlachciura Serwacy Łagoda wychyla kielichy od drugiej sceny dzieła, która rozgrywa się o świcie, a jeszcze przed śniadaniem dołącza doń druh, Marcin z Pakułowic Pakuła.

Zatem uwaga! Nie dajmy się omamić tenorowi z atrapą kielicha w ręku. Gdy będzie to robił w nieznanym nam języku, jest szansa, że nie ulegniemy jego namowom i nie damy ściągnąć się na złą drogę. A nawet jeśli zachwalać będzie uroki alkoholizowania się po polsku, prawdopodobieństwo, że go zrozumiemy jest niewielkie. Wszak w operze każdy język brzmi jak język obcy. BM

 Artykułu ukazał się w 15. numerze kwartalnika „Beethoven Magazine” (Lato/2012).

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: