Z albumu Fridy Kahlo

23 Wrz

Na okładce 15. numeru „Beethoven Magazine” – „Autoportret z małpami” Fridy Kahlo z 1943 r.

 

 

Przez pół wieku nie wiedziano nawet, że istnieją. Teraz można oglądać je również w Polsce, do 28 września.

 

Mowa o zdjęciach przedstawiających słynną meksykańską malarkę Fridę Kahlo, jej męża, Diega Riverę, oraz przyjaciół obojga, wśród których były najważniejsze postacie polityki i sztuki 1. połowy XX w.

Bezcenne archiwum, liczące ponad 6 tys. fotografii, odnaleziono kilka lat temu w Casa Azul, rodzinnym domu Fridy Kahlo. Od kilkudziesięciu lat mieści się w nim muzeum jej imienia, ale na dokumentalne skarby natknięto się tam dopiero niedawno.

Wyjątkową sensacją jest to, że kilkadziesiąt zdjęć z tego zbioru można do 28 września oglądać w Polsce – w galerii Ogrodu Rzeźb Juana Soriano w Owczarni, k/Podkowy Leśnej pod Warszawą. Sprowadził je z Meksyku Marek Keller, kolekcjoner i marszand sztuki współczesnej, szef Fundacji im. Juana Soriano.

 

Cezary Łasiczka: Skąd Frida Kahlo w Owczarni?

Marek Keller: Tu przecież założyłem Ogród Rzeźb zadedykowany wielkiemu meksykańskiemu rzeźbiarzowi i malarzowi, Juanowi Soriano. Postanowiłem, że w tej galerii będę prezentował prace artystów, z którymi się przyjaźnił albo ich cenił.

Soriano dobrze znał i rozumiał Fridę, mimo że był od niej o 13 lat młodszy. Kiedy przybył do stolicy Meksyku, Diego Rivera i Frida byli już bardzo znani, również zagranicą. Juan szybko wszedł w świat artystów, a Frida niezwykle go zafascynowała – wiem, że bardzo lubił i podziwiał jej malarstwo. Diego miał wtedy ogromne powodzenie, ale nie pomagał żonie w rozwoju kariery i nie uważał jej za wielką malarkę. A potem historia ustawiła to wszystko na odwrót. Dzieła Rivery nigdy nie osiągną ceny, za jaką sprzedaje się teraz prace Fridy Kahlo.

To przyjaźń Juana i Fridy spowodowała, że kiedy oglądałem wystawę zdjęć z jej albumu w jej rodzinnym Casa Azul w Meksyku, wpadłem na pomysł, że byłaby to wspaniała gratka dla nas. Porozmawiałem z dyrektorką Muzeum Fridy Kahlo, która zapaliła się do projektu, aby taką wystawę pokazać w Polsce. Problem polegał na tym, że trzeba było dokonać wyboru spośród ponad 6 tys. zdjęć zgromadzonych w Błękitnym Domu. Ponieważ moja galeria w Owczarni jest niewielka, wybrałem tylko 62 fotografie.

 

Mówiąc o wspomnianej kolekcji zdjęć, często używa się słowa „odnaleziona”. Gdzie i w jakich okolicznościach ją odkryto?

Historia tej kolekcji jest tak niezwykła, jak niezwykli byli ludzie, którzy ją stworzyli. Diego postanowił po śmierci Fridy, że dom, w którym mieszkała, podaruje meksykańskiemu państwu. Fotografie były zamknięte w szafach, nawet jedna łazienka była przeznaczona na składzik zdjęć. Diego zażądał jednak, żeby nie otwierać tego wszystkiego przez 15 lat. Upoważniona do działań w tym kierunku była jego przyjaciółka, Dolores Olmedo. Dobrze ją znałem, to była wspaniała kobieta; niestety, zmarła kilka lat temu. Dolores wspierała Diega, bardzo o niego dbała, była jego mecenasem, i nie przepadała za Fridą. Pomyślała sobie, że jeżeli Rivera nie chciał tych zdjęć pokazywać przez 15 lat, to ona tych zbiorów w ogóle nie będzie otwierała. Upłynęło 50 lat i obecna dyrektorka muzeum, Hilda Trujillo Soto, zdecydowała, że trzeba wreszcie zobaczyć, co tam jest. Odkryto ogrom i różnorodność materiału: zdjęcia zrobione przez najwybitniejszych fotografów, jak Edward Weston, Tina Modotti, Man Ray, Manuel Álvarez Bravo, Gisèle Freund, Nickolas Muray. Są również zdjęcia wykonane przez Fridę i przez Diega, są fotografie nieznanych autorów, na których widać ją i jego. To otwiera nowe rozdziały ich życia, nowe sytuacje, które nie były dotychczas znane. Widzimy ich z przyjaciółmi w ogrodzie, w domu; ich podróże, ich pasje.

Fotografia w życiu Fridy była bardzo ważna od samego początku, jej ojciec był przecież fotografem. Z polecenia prezydenta Meksyku, dla zarobku, robił zdjęcia monumentów historycznych. Ona pomagała mu w ciemni, więc świat fotografii był dla niej czymś znanym i doskonale potrafiła się w nim poruszać. Doskonale wiedziała, jak pozować, jak spoglądać w kamerę. Świat fotografii to był jej świat. Możemy przejść przez całe życie Fridy Kahlo dzięki zdjęciom z jej albumu.

 

Ta wystawa, to także w pewnym sensie historia choroby malarki.

Życie Fridy było tragiczne od samego początku. W dzieciństwie przeszła polio, a jako młoda dziewczyna miała poważny wypadek – doznała mocnego urazu kręgosłupa, większość życia spędziła w łóżku. I właśnie w łóżku przyjmowała wizyty, w łóżku malowała, w łóżku rozmawiała przez telefon.

Odnaleziono sporo fotografii ze Stanów Zjednoczonych. Diego Rivera malował murale w Rockefeller Center w Nowym Jorku. Nie zostały zaakceptowane z powodu postaci przywódców komunistycznych, które tam umieścił. To nie spodobało się Rockefellerom – podziękowali mu za pracę, a murale rozbili.

Trzeba wiedzieć, że oboje byli komunistami, choć Frida raczej pod wpływem Diega niż z przekonania. On był komunistą z całego serca i dodatkowo stalinistą – z tego powodu w jego życiu pojawiło się później wiele komplikacji. Mieszkał w ZSRR przez długi czas i ten okres również oglądamy na zdjęciach z Casa Azul.

Mamy również fotografie kochanka Fridy, Lwa Trockiego, którego w Meksyku zamordowano. Są fotografie Stalina, Lenina. Kiedy Frida Kahlo zmarła i Diego przekazywał dom na przyszłe muzeum, to na jej sztalugach, koło łóżka, po prostu postawił portret Lenina. I ten portret w muzeum wisi do dzisiaj.

 

Byli dziwnymi komunistami…

Owszem, było w tym trochę hipokryzji – to idealizowanie komunizmu jako wspaniałego systemu, który przyniesie wszystkim szczęście i dobrobyt, a jednocześnie korzystanie bez ograniczeń z dobrobytu, jaki zastali w Stanach Zjednoczonych, kraju gringo. U siebie chwalili komunizm, socjalizm, Lenina, Stalina, Trockiego, ale żyli z malowania portretów bogatych Amerykanek, które przebierały się za proste Meksykanki.

 

Jakie są pana ulubione zdjęcia na tej wystawie?

Najbardziej przemawiają do mnie fotografie postaci, które znałem osobiście. Jest wspaniałe zdjęcie wielkiej aktorki meksykańskiej, Dolores del Rio. Kiedy ją poznałem, była już starszą panią. Zawsze piękna, zawsze przyjacielska, wspaniała, ciepła. Jej mąż, Cedric Gibbons, był jednym z członków-założycieli Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej i dyrektorem artystycznym Metro Goldwyn Mayer. Kiedy urządzali swoje gniazdko, cały dom – materiały, obicia mebli – wszystko było robione pod kolor oczu i skóry Dolores.

Mam jedno zdjęcie Lupe Marin, drugiej żony Diega Rivery, matki jego dwóch córek. Lupe była wielką przyjaciółką Juana Soriano. Ją także dobrze znałem i bardzo lubiłem. Była niesłychanie interesującą osobą. Juan poświęcił jej dwa lata pracy; robił jej portrety olejne, setki rysunków, rzeźby, była jego ulubioną modelką przez ten czas. Przyjeżdżała często do Paryża, mówiła, że ponieważ ma duże dłonie i duże stopy, to może sobie kupować buty tylko w Szwajcarii, bo nigdzie indziej nie ma jej rozmiaru. To był oczywiście żart, ale bywała często w Europie, wpadała do nas i pięknie opowiadała o tamtych czasach; na temat Rivery, na temat Fridy, której oczywiście nie lubiła i nie akceptowała jej związku z Diego. Patrząc na zdjęcie Lupe Marin, wspominam wiele rzeczy, jej wspaniałe portrety, które zrobił jej Juan Soriano. Cztery z nich mam w kolekcji, a reszta jest gdzieś rozsiana po świecie, w zbiorach prywatnych i w muzeach.

Lupe Marin nie piła; Juan Soriano wprost przeciwnie, i to czasem bardzo dużo. Chodzili do kabaretów, bardzo często do najgorszych spelun i sporo tańczyli. Lupe była wyższa od Juana, miała duże ręce, długie palce. Juan był mniejszy, ale bardzo dobrze tańczyli razem. Kiedyś, w jednej z tych spelun jakiś pijany facet podszedł, przyjrzał się Lupe i rzucił: – A ty, co ty jesteś? Facet czy baba? Lupe spojrzała na niego i nie przerywając tańca, odrzekła: – Bardziej mężczyzną niż ty i bardziej kobietą niż twoja kurwa matka.

 

A co dzisiaj po nich zostało w Meksyku?

Świat się fascynuje głównie Fridą Kahlo. Rivera był znakomitym artystą, ale jest włączony w tzw. wielką trójkę tworzących w tym samym okresie wybitnych plastyków. To – oprócz niego – Alfaro Sigueiros i Jose Clemente Orozco. Nie lubili się. Sigueiros i Rivera byli komunistami. Sława Diego Rivery nie przemija, jest znany, pozostało wiele wspaniałych monumentów jego autorstwa, np. pałac prezydencki w centrum Mexico City ozdobiony jest jego muralami, podobnie jak instytucje publiczne z tamtej epoki. Ale Fridy Kahlo nie można wsadzić do jakiejś szufladki, złączyć z żadną grupą, tendencją, modą. Ona była sobą przez całe życie; była inna, wspaniała, więc niewątpliwie ona jest teraz o wiele bardziej znana na świecie niż Rivera.

Z radością odkryłem, że jest wciąż bardzo popularna w Polsce. Ludzie dzwonią, przychodzą, wchodzą na stronę internetową http://www.fridakahlo.pl. Bardzo się z tego cieszę i zdecydowałem, że w tym roku będzie to jedyna wystawa, którą zaprezentujemy w Galerii Ogrodu Rzeźb Juana Soriano. Potrwa do 5 października 2012 r. Mam pewne plany co do dalszych jej losów, ale jest za wcześnie, aby o tym mówić.

Rozmawiał Cezary Łasiczka, Radio TOK FM

 

Wystawa Frida Kahlo – z jej albumu 

Czynna do 28 września 2012 roku w Galerii Ogrodu Rzeźb Juana Soriano; ul. Artystyczna 20, Owczarnia k/Podkowy Leśnej, stacja WKD Kazimierówka. Szczegóły: http://www.fridakahlo.pl

 

Kim była Frida Kahlo?

Słynąca z niezwykle osobistych i emocjonalnych obrazów, do dzisiaj jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych artystek meksykańskich. Urodziła się 6 lipca 1907 r. w La Casa Azul (Niebieski Dom) w Coyoacán w Meksyku. Miała studiować medycynę, ale plany pokrzyżował jej poważny wypadek, jakiemu uległa w wieku 18 lat. Nie dawano jej szans na przeżycie. Liczne operacje i rekonwalescencja nie pozwoliły jej studiować. Zaczęła malować. Cierpienie, towarzyszące jej przez całe życie, wpłynęło na jej twórczość. Obrazy, w których prowadzi dialog ze swoim losem, należą do jej najlepszych prac. W 1928 r. poznała sławnego malarza – Diego Riverę. Połączyły ich wspólne sympatie polityczne. Rok później 22-letnia Kahlo poślubiła starszego o 20 lat artystę. Dorobek Fridy Kahlo to nie tylko niesamowite autoportrety i obrazy, nawiązujące do folkloru meksykańskiego (zwłaszcza regionu Oaxaca). To także obszerne archiwum fotograficzne, które pozostawiła mężowi, a ten z kolei spadkobiercom. Albumy stały się nośnikiem rodzinnej pamięci, maszyną czasu, do której raz po raz powraca się w poszukiwaniu niezliczonych wspomnień i anegdot rodzinnych.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: