Światło Stockhausena…

20 Wrz

Krytyka Polityczna została wydwcą książek muzynycznych. Na pierwszy ogień poszła monografia Karlheinza Stockhausena, muzycznego proroka XX w. O Rytuale superformuły Moniki Pasiecznik pisze Jan Topolski.

wciąż świeci jasno!

Stockhausen (1928–2007) bez wątpienia należał do najważniejszych twórców muzyki XX wieku. Dorobkiem zainicjowanych przezeń nurtów i napisanych dzieł można by obdzielić kilku kompozytorów. Przebył długą drogę od serializmu, przez elektronikę i aleatorykę, formy grupowe, momentowe i intuicyjne, po rozwijaną przez drugą połowę życia kompozycję formułową. Od lat budował też swoją legendę, odchodząc z kolońskiej Hochshule für Musik i wytwórni płytowej Deutsche Grammophon, by prowadzić własne kursy wykonawcze i wydawnictwo nutowo-płytowe, rzecz rzadko spotykaną w świecie nowej muzyki klasycznej.

Legendę Stockhausena tworzyły nie tylko jego kreatywność i wizjonerstwo, ale i odpowiednia dawka ekscentryzmu: mistyczne inspiracje (filozoficzno-duchowa Księga Urantii, dalekowschodnie rytuały), kosmiczne tęsknoty (szczególnie do Syriusza), niepoprawne politycznie wypowiedzi (najsłynniejsza o ataku na WTC jako dziele sztuki Lucyfera).

…nie zawsze docierało

Chociaż jego utwory były wykonywane na polskich festiwalach (głównie Warszawskiej Jesieni), to zazwyczaj przez zagraniczne zespoły. W Polsce brakowało partytur, nagrań, książek (z wyjątkiem trudno dostępnego doktoratu prof. Zbigniewa Skowrona). W ostatnich latach stan ten uległ zmianie; liczne teksty Stockhausena i o nim publikowano w magazynie „Glissando”. W 2009 r. w Akademii Muzycznej w Krakowie Agnieszka Draus obroniła doktorat, wydany w 2011 jako Cykl sceniczny „Licht” Karlheinza Stockhausena. Muzyczny teatr świata.

Licht,monumentalna septologia, którą komponował w latach 1977–2003, stała się osią Rytuału superformuły, popularyzatorskiej książki Moniki Pasiecznik, krytyczki muzycznej i redaktorki „Ruchu Muzycznego”, miłośniczki opery współczesnej i kultury krajów niemieckojęzycznych. Tematowi książki poświęciła kilka dobrych lat, przesłuchała i przeczytała setki źródeł, i – co ważne – zdążyła poznać swego bohatera, pojechawszy do Kürten, gdzie znajdował się ośrodek jego twórczości, prowadzono kursy i wydawnictwo.

…bywa zakrzywione

Co znamienne, ogrom prac poświęconych Stockhausenowi nawiązuje głównie do jego twórczości z lat 50., 60. i 70. XX w., niemal całkowicie pomijając cykl Licht. Czy jest to kwestia opóźnionej recepcji, czy może trudności wniknięcia w gąszcz związków między postaciami, scenami, motywami pojawiającymi się w tym gigantycznym dziele (gdyby wykonać je w całości, trwałoby to 30 godzin)? A może lęk przed wątkami jawnie religijnymi? Albo przed synkretyzmem i syntetyzmem tego opus magnum, do którego Stockhausen nie tylko skomponował muzykę, napisał libretto, ale też zaprojektował scenografię, określił stroje, kolory, a nawet zapachy podczas wykonania? Co znamienne, jego wczesne utwory – mimo że znacznie bardziej awangardowe i złożone – nie budzą takich kontrowersji. Jeśli już jednak ktoś zajmuje się późnym Stockhausenem, czyni to albo bardzo blisko relacjonowania jego poglądów – jak Rudolf Frisius, albo całkowicie je ignoruje, narażając się na konflikt z mistrzem – jak Robert Maconie.

…świeci w całym paśmie

Jaką strategię wybrała Monika Pasiecznik? Książka składa się z czterech części. Dwie traktują o inspiracjach i muzyce, część główna analizuje Licht, a całość kończy się wnioskami i kontekstami. Niektóre z nich pozwalają zrozumieć ambicje Stockhausena, jak dążenie do harmonii sfer i kosmosu, pogodzenie ze sobą religii i narodów, wysnucie akcji wprost z muzyki, komponowanie formułami i modułami o wysokim stopniu elastyczności. Autorka na początku zwięźle charakteryzuje muzykę Niemca pojęciami spirali, rotacji i ekspansji, formy zamkniętej/otwartej, gestu i struktury, matrycy i archetypu, choć nie zawsze podaje konkretne definicje tych terminów. Potem, aby nakreślić światopogląd Stockhausena, opowiada o jego młodzieńczej fascynacji Hessem (oryginalne i rzadko opisywane!), ewolucji religijnej od katolicyzmu do pitagoreizmu, synestezji i architekturze, filozoficznych źródłach Licht (rzeczowo zreferowana święta Księga Urantii), wreszcie pisze o sensie tzw. superformuły i bohaterów: Michała, Ewy i Lucyfera.

…ma siedem głównych barw

Dla każdego dnia tygodnia, z których składa się cykl. To jasnozielony/srebrzysty (Montag), czerwony (Dienstag), żółty (Mittwoch), niebieski (Donnerstag), pomarańczowy (Freitag), czarny/granatowy (Samstag) i złoty (Sonntag).

Autorka możliwie starannie i barwnie odmalowuje świat septologii. Każdy moduł jest po kolei omówiony, także w alternatywnych wariantach, co może niekiedy nużyć wyliczanką niemieckich tytułów, ale taka jest natura tego tematu. W tym miejscu trzeba odnotować zwięzłość języka Moniki Pasiecznik – krótkie zdania, precyzyjne opisy – co jakiś czas przerywane, na szczęście, szczerym zachwytem albo trafnym skojarzeniem. Stąd dygresje m.in. o popowych nawiązaniach i muzyce alternatywnej albo o humorze i naiwności Stockhausena. Najważniejsze jednak, że po lekturze tych zaledwie 150 stron można wyrobić sobie obraz całego cyklu, jego budowy i akcji.

…może oślepiać

Tu dotykamy najdelikatniejszej sprawy – w pisaniu monografii w ogóle, jak i w pisaniu o muzyce współczesnej w Polsce szczególnie. Prawdziwą sztuką jest zachować zdrowy i krytyczny dystans do bohatera, w czym niewątpliwie pomóc mogą odmienne ujęcia oraz kontrapunktowanie jego wypowiedzi z innymi, należącymi do literatury przedmiotu. Niestety, nie zawsze się to Monice Pasiecznik udaje: w przypisach przeważają cytaty ze„Stockhausen, Texte, tom nr…” (w drodze wyjątku krytykowane są jego pomysły scenograficzne). Zastanawia brak jakiegokolwiek odwołania do obejmującej przecież dokładnie ten sam temat doktoratu Agnieszki Draus. Zbyt łatwo przytaczane są Stockhausenowskie negacje wpływów Wagnera czy Messiaena; brak kontekstu wcześniejszej muzyki operowej, jakby Licht nie miało żadnego odpowiednika. Oczywiście, to trudny i olbrzymi materiał – być może inaczej się nie dało. Ale czy w sytuacji braku szerszej literatury o muzyce współczesnej ma w polskim piśmiennictwie sens wchodzenie od razu w dyskurs krytyczny i analityczny, zamiast opisania nie do końca rozpoznanego zjawiska? I czy brak obiektywizmu to faktycznie zarzut?

…ale i oświecać!

Dlatego powyższe uwagi należy traktować raczej jako ogólne wątpliwości i pytania, wydumane może oczekiwania niżej podpisanego – nie tylko czytelnika, ale i autora monografii innego kompozytora, Gérarda Griseya. Mnie osobiście też bliskie jest dawanie wyrazu fascynacji tematem i bohaterem. Co najważniejsze bowiem, Monice Pasiecznik udaje się wciągnąć nas w przebogaty świat muzyki i teatru Karlheinza Stockhausena. Pomagają jej w tym często unikatowe (a i dowcipne) ilustracje oraz adekwatne przykłady nutowe. Na koniec stawia całkowicie oryginalne tezy na temat sensu superformuły, rytualności, przestrzeni i teatru muzycznego dzisiaj. Odpowiedź Stockhausena jest tylko jedną z nich, kolejne musimy rozwinąć już sami. Niewątpliwie pomóc w tym może ten kompetentny i atrakcyjny przewodnik po słabo rozpoznanej późnej twórczości wizjonera z Syriusza. BM

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: