Aleksandra Kurzak – „Warszawa kocha panią!”

25 Kwi

Tak zakrzyknął jakiś pan na widowni podczas środowego koncertu w Filharmonii Narodowej, którego bohaterką była Aleksandra Kurzak (sopran). Dzień wcześniej sławna polska śpiewaczka odebrała nagrodę TVP Kultura – „Gwarancje Kultury” w kategorii muzyka poważna – za ubiegłoroczną „Gioię!”, swoją pierwszą solową płytę (Decca). Ta płyta jest rzeczywiście mistrzowska. Pisząc o niej niespełna rok temu, zatytułowałam swoją recenzję „La Diva Kurzak”, tak bardzo byłam zachwycona nagraniem – ze względu na piękno głosu artystki, różnorodność stylistyczną programu, w której to zmienności śpiewaczka świetnie się odnajdywała. BTW – może jeszcze w tym roku ukaże się kolejna płyta Aleksandry Kurzak, tym razem z muzyką Rossiniego.

Lubi się przypominać słynne już słowa z recenzji opublikowanej w magazynie „Opera” po debiucie Kurzak w roli Łucji w Seattle – powrównano ją wówczas do największych koloratur XX w.: Beverly Sills, Joan Sutherland, Marii Callas. – Byłam bardzo dumna i szczęśliwa z powodu tej recenzji. Nie mam na to wpływu, dlaczego i do kogo jestem porównywana. Ja sama nie porównuję się do nikogo – skomentowała artystka. Słusznie. Każdy z tych głosów był fenomenem, a fenomen jest jedyny i niepowtarzalny. Trudno więc oczekiwać, żeby Kurzak śpiewała jak Sutherland.

Na pierwszy ogień artystka – ubrana w wiosennie kwiecistą suknię z różowymi wyłogami – wzięła arię Fiordiligi „Come scoglio” z I aktu „Cosi fan tutte” Mozarta. To nowa rola w jej dorobku, która debiutowała we wrześniu ubiegłego roku na scenie opery w Los Angeles. Mnie się to wykonanie bardzo spodobało, choć były też głosy krytyczne w tzw. „loży szyderców”.

To bardzo trudna aria, zwłaszcza na początku obfitująca w duże skoki interwałowe, ponad oktawę. Kurzak zaśpiewała pięknym legato, wyrównaną emisją i perlistą koloraturą. To ciekawa aria także dlatego, że pojawia się w niej temat „Kyrie” z Mszy „Koronacyjnej” (grałam, grałam), powstałej wprawdzie 11 lat wcześniej, niż „Cosi…”, bo w 1779 r.

Muszę przyznać, że zaśpiewane później dwie arie: Łucji „Regnava nel silenzio” („Łucja z Lammermooru” Gaetano Donizettiego) i Semiramidy „Bel raggio lusinghier” („Semiramida” Gioachino Rossiniego) trochę mniej mnie zadowoliły. Solistka nie zawsze była pewna intonacyjnie, nie wszystki obiegniki, figuracje, staccata były zaśpiewane z precyzją. Nie miała łatwo, ponieważ akompaniowała jej Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Narodowej pod dyrekcją Antoniego Wita, która nie zawsze szła za intencjami artystki. Jakby dyrygent miał niecierpliwą rękę albo zespół nie umiał się powstrzymać. Weźmy fragmenty, w których Kurzak robiła ritardando – Wit i muzycy byli jeden włos wcześniej. I jeszcze to przyciężkie brzmienie, które czasem przykrywało głos solistki. Jakaś konkurencja, czy co? W ogóle orkiestra Narodowej grała tak, jakby sroga polska zima jeszcze się nie skończyła.

W drugiej części bohaterka wieczoru – tym razem w innej sukni, ale wciąż w różowej tonacji – zaśpiewała coś, nazwijmy to, subretkowego. Była to najpierw cavatina Noriny „Quel guardo il cavaliere” z „Don Pasquale” Donizettiego oraz słynna popisowa aria wszystkich koloratur, „Una voce poco fa” z „Cyrulika sewilskiego” Rossiniego. Zaśpiewała tę arię z właściwym sobie kokieteryjnym wdziękiem. Bo Kurzak nie tylko pięknie śpiewa, ale ma też temperament komediantki, aktorki, który każe jej wczuwać się w tekst i wcielać w rolę nawet w wykonaniach koncertowych, niescenicznych. Na finał artystka wybrała arię Violetty „Sempre libera” i tu pokazała blask i pełną swobodę kreacji. Póki co jest to chyba jej życiowa rola, choć najczęściej wciela się chyba Zuzannę z „Wesela Figara”.

Arie, które śpiewała Aleksandra Kurzak były gęsto przetykane orkiestrowymi fragmentami z oper Moniuszki („Verbum nobile”), Rossiniego („Sroka złodziejka”, „Il Signor Bruschino”), Leoncavalla („Pajace”), Pucciniego („Manon Lescaut”). Uwerturę do „Sroki złodziejki” zagrano z wdziękiem mamuta i przekraczając dopuszczalną liczbę decybeli. Nie lubię twardego, surowego i szemrzącego brzmienia Orkiestry Filharmonii Narodowej. Tak wiele zależy od dyrygenta…

Jeszcze o bisach. Zabrzmiały dwa, a myślałam, że będzie osiem, tak wiwatowano na cześć pani Aleksandry. Zaśpiewała „Meine Lippen, sie küssen so heiß” z „Giuditty” Lehara oraz „O mio babbino caro”.

Anna S. Dębowska

Środa, 25 kwietnia 2012, Sala Koncertowa Filharmonii Narodowej w Warszawie.


Reklamy

Komentarze 3 to “Aleksandra Kurzak – „Warszawa kocha panią!””

  1. magda@interia.pl 06/05/2012 @ 14:19 #

    Jak widać Kurzak nie zawsze jest idealna, może nieco przereklamowana?

    • magda@interia.pl 06/05/2012 @ 14:22 #

      Dotyczy słów :”Muszę przyznać, że zaśpiewane później dwie arie: Łucji „Regnava nel silenzio” („Łucja z Lammermooru” Gaetano Donizettiego) i Semiramidy „Bel raggio lusinghier” („Semiramida” Gioachino Rossiniego) trochę mniej mnie zadowoliły. Solistka nie zawsze była pewna intonacyjnie, nie wszystki obiegniki, figuracje, staccata były zaśpiewane z precyzją.”

  2. obiektywnie 09/05/2013 @ 13:39 #

    Kurzak jest fenomenem technicznym. Wyćwiczona do granic możliwości śpiewaczka czasem…niestety przypomina mi robota. Szkoda. Styl Brillante zawsze na ludziach robi wrazenie. Sta może rozczarowanie ariami , które oprócz nienagannej koloratury wymagają pięknego legatto i odrobiny mięsa – którego znikającej w oczach do rozmiaru Kurzak coraz częściej brak… Cieszy ogromnie, ze miała tyle szczęścia by Matka i jej przyjaciólka Maria Fołtyn poslały ja w świat zaopatrzona w genialny PR. Dobrze też , ze jest to śpiewaczka, która zdaje sobie sprawę z tego, że bez wygladu będzie tak samo przecietna jak większość polskich koloraturek i inwestuje w swój visage od samego początku…szkoda jednak , ze jej głosowi brak takiej klasy jaki ma choćby Ewa Vasin.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: