Reżyser ma pomysły, czyli top ten

11 Kwi

Dziesiątkę najbardziej wpływowych inscenizatorów ostatnich lat prezentuje

Jacek Marczyński

Dyktatura reżyserów w operze narodziła się w Niemczech, a jako pierwszy wprowadził ją pracujący w Berlinie Wschodnim Austriak Walter Felsenstein. Miał swój teatr – Komische Oper. Kierował nim przez prawie 30 lat, od 1947 do 1975 r. Odrzucił zwyczaj prezentowania oper w byle jakich dekoracjach, tygodniami na próbach ustawiał chór i solistów tak, by w Otellu poddawali się burzy zgodnie z każdym taktem Verdiego.

Walter Felsenstein wychował następców: Joachima Herza, Götza Friedricha, Harry’ego Kupfera, których zaczęto zapraszać na Zachód. – Ich umiejętność wyprowadzenia działań scenicznych z muzyki była zdumiewająca – uważa brytyjski reżyser Keith Warner. – Wiele się od nich nauczyłem.

Keith Warner zaczynał w latach 70. jako asystent Joachima Herza. W tym samym czasie Amerykanin David Alden, którego inscenizację Katii Kabanowej podziwialiśmy w 2010 r. w warszawskiej Operze Narodowej, zgłębiał tajniki warsztatu m.in. u Harry’ego Kupfera.

Zgodnie z zasadą niemieckiego regietheater, w latach 70. i 80. XX w. reżyserzy w wielu krajach postanowili reinterpretować klasyczne opery. Najpierw zaczęto zmieniać czas akcji, dowodząc, iż w muzyce Verdiego czy Wagnera zawarty jest duch epoki, w której ją skomponowano. Potem sięgnięto po śmielsze rozwiązania. Brytyjczyk Jonathan Miller przeniósł Toscę do faszystowskich Włoch. U Amerykanina Petera Sellarsa Wesele Figara działo się na Manhattanie, a czarnoskóry Don Giovanni był nie tylko uwodzicielem, ale i dilerem narkotyków.

Dziś reżyserów wspierają tzw. dramaturdzy, wymyślający nowe historie na kanwie starych librett. Opera ulega też brutalizacji, czego przykładem Rusałka Dvořaka na nowo opowiedziana przez Martina Kušeja w monachijskiej Staatsoper. Seks zastąpił uczucia, jak w salzburskim Don Giovannim Clausa Gutha – trzeba jednak przyznać, że współcześni bohaterowie tego reżysera potrafią dostrzec, że wdając się w erotyczne gry, gubią prawdziwe uczucia (Cosi fan tutte w Salzburgu).

Bastionem tradycji pozostają USA z nowojorską Metropolitan Opera na czele. Jej dyrektor, Peter Gelb stawia na widowiskowość (Pierścień Nibelunga Roberta Lepage’a) i precyzję reżyserskiej roboty z zachowaniem historycznego kostiumu (Łucja z Lammermooru czy Armida Mary Zimmerman). Inscenizacyjnych szaleństw unika Staatsoper w Wiedniu i Opera de Paris od czasu, gdy jej dyrektorem przestał być Gerard Mortier. Specjalnością francuskich reżyserów są spektakle, szukające wartości ponadczasowych a nowoczesne wizualnie (Laurent Pelly).

Uroda plastyczna pozostaje najmocniejszą stroną Włochów, bo po śmierci Giorgia Strehlera nie pojawił się w tym kraju nikt, kto potrafiłby stworzyć nowe trendy teatralne. Franco Zeffirelli i Luca Ronconi to sędziwi nestorzy. Warto natomiast śledzić poczynania Teatru Bolszoj, który po remoncie siedziby chce wrócić do światowej ekstraklasy operowej, a te ambicje potwierdzają nowatorskie spektakle Dmitrija Czerniakowa (Rusłan i Ludmiła) czy Kiriłła Sieriebriennikowa (Złoty kogucik).

Na europejskich scenach obecni są też polscy twórcy. Mariusza Trelińskiego bardziej, co prawda, pochłonęły ostatnio dyrektorskie obowiązki w Operze Narodowej, ale Michał Znaniecki zdobył w 2011 r. nagrodę za najlepszy operowy spektakl sezonu w Hiszpanii (Eugeniusz Oniegin w Bilbao). Dobre recenzje za pracę we Francji (Gracz w Lyonie) oraz w Niemczech (Dziecko i czary oraz Karzeł w Monachium) zebrał Grzegorz Jarzyna. Z największą uwagą śledzone są jednak poczynania Krzysztofa Warlikowskiego, który wykorzystuje klasyczne opery, by pokazać własne lęki i specyficzne postrzeganie współczesnego świata (Makbet w Brukseli, Król Roger w Paryżu, Żywot rozpustnika w Berlinie). Kolejną premierę szykuje na czerwiec w Madrycie – opowie o Neronie i Poppei na kanwie dzieła Monteverdiego Koronacja Poppei.

Jacek Marczyński

RANKING:

1. Martin Kušej – Austriak o słoweńskich korzeniach, najbardziej gorące nazwisko europejskiego teatru, nie tylko operowego. Jego spektakle są zimne, brutalne, jak pozbawiona baśniowej aury Rusałka w wodzie czy Makbet wśród trupich czaszek.

2. Claus Guth – bohaterów klasycznych oper zamyka w mieszczańskich salonach i apartamentach, jak w tryptyku Mozarta i da Ponte czy antybohaterskim Pierścieniu Nibelunga. Kontrowersyjne inscenizacje zapadają w pamięć, Guth zaś perfekcyjnie prowadzi wykonawców.

3. Peter Stein – 75-letni wielki klasyk światowego teatru rzadko już pracuje w operze, ale każda premiera to wydarzenie. Tradycjonalista, który potrafi zachwycić niezwykłymi rozwiązaniami scenicznymi, jak w pozornie konwencjonalnym Makbecie (Salzburg) czy niedawno w Nosie w Zurychu.

4. Laurent Pelly – do znanych konwencji inscenizacyjnych dodaje francuski wdzięk i elegancję. Autor koprodukcji wystawianych na największych scenach: Córka pułku, Kopciuszek Masseneta czy Manon, która z Londynu jedzie w tym sezonie do Met i La Scali.

5. Robert Carsen – Kanadyjczyk zadomowiony w Europie, mistrz pięknych obrazów – nawet pustka na scenie wygląda u niego efektownie. Lubi też bogate dekoracje (Don Giovanni, Opowieści Hoffmanna w La Scali). Znakomicie eksponuje gwiazdy (Renée Fleming w Rusałce czy Capricciu).

6. Christoph Marthaler – Szwajcar, wybitny twórca teatru dramatycznego, w operze pracuje rzadko, ale z rewelacyjnym skutkiem. Uwspółcześniona Katia Kabanowa od lat krąży po Europie (ostatnio w Paryżu). Tragedię potrafi przyprawić ironią, np. w Sprawie Makropoulos, która z Salzburga trafi w 2013 r. do Warszawy.

7. Carlus Padrissa – szalony Hiszpan z grupą La Fura dels Baus. Olśniewa wizualizacjami, popisami akrobatów i plastycznym wizjonerstwem ocierającym się o kicz. Twórca głośnej inscenizacji Pierścienia Nibelunga (Walencja), pokazanych w Warszawie Trojan, a ostatnio Turandot (Monachium).

8. Stefan Herheim – najmłodszy w tym gronie, rocznik 1970. Duńczyk wykształcony w Niemczech, jego spektakle przeładowane są pomysłami i symbolami, ale bywają niesłychanie odkrywcze: Parsifal o historii nowoczesnych Niemiec (Bayreuth) czy dekadencka, współczesna Salome (Salzburg).

9. Sven-Eric Bechtolf – Niemiec, reżyser Staatsoper w Wiedniu i Opernhaus w Zurychu. W tym sezonie, m.in. Arabella, Don Carlos, Salome, Kawaler srebrnej róży (Zurych). Także aktor, więc wie, jak prowadzić wykonawców.

10. David Pountney – Brytyjczyk, szef festiwalu w Bregencji, nad wizualne szaleństwa przedkłada głębokie wniknięcie w utwór i reżyserską precyzję. Pasażerka wróci w maju do Opery Narodowej, inne spektakle sezonu to Bal maskowy, Dziewczę z zachodu (Zurych) czy tryptyk jednoaktówek Pucciniego (Lyon).

Ranking ukazał się w 14. numerze „Beethoven Magazine” (1/2012). 

Reklamy

Jedna odpowiedź to “Reżyser ma pomysły, czyli top ten”

  1. moiypt 11/12/2012 @ 21:01 #

    Herheim jest Norwegiem, a nie Duńczykiem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: