Rachlin: Kilka zadań na całe życie

11 Kwi

Skrzypek Julian Rachlin w rozmowie z Różą Światczyńską z Polskiego Radia mówi o sonatach Beethovena i oczekiwaniu na koncert podwójny Krzysztofa Pendereckiego.

RŚ: Jakim wyzwaniem są dla pana sonaty Beethovena?

Julian Rachlin: W pewnym sensie jest się zawsze zbyt młodym, by w pełni zrozumieć te utwory. Podobnie jest z Bachem. Sonaty Beethovena uczą mnie wyrażania czegoś głębszego, inspirują do poszukiwania odpowiedniego języka, sposobu konstruowania formy. Trzeba odnaleźć w nich nie tylko właściwe tej muzyce barwy brzmieniowe, ale pokazać rozwój całego cyklu, nadać mu odpowiednią dramaturgię. Budując ten monument, wykonawca ma poczucie, że to niekończąca się praca i że nigdy nie jest wystarczająco dobrze.

Do wykonania cyklu przygotowywaliście się z Itamarem Golanem przez kilka lat. Czy w ślad za nurtem historycznego wykonawstwa studiowaliście materiały źródłowe, by należycie zrozumieć intencje kompozytora? 

Wyjście na estradę z dziesięcioma sonatami Beethovena wymaga od artystów nie tylko szacunku i zaangażowania względem ich twórcy, ale też artystycznej pokory. Podejmując się tak odpowiedzialnego zadania, trzeba przyswoić całą wiedzę o kompozytorze. Ale nawet kiedy przeczyta się wszystko na ten temat, nigdy nie wiadomo, czy on sam chciałby takiego wykonania. Wciąż trzeba poszukiwać, to ogromna odpowiedzialność i zadanie na całe życie.

Dlatego tak ceni pan sobie współpracę z Itamarem?

Itamar Golan jest niezwykle profesjonalnym muzykiem, o wybitnych kompetencjach ogólnomuzycznych. Poza tym, to nie tylko mój wieloletni partner artystyczny, ale też jeden z najważniejszych życiowych przyjaciół. Występujemy wspólnie już 16 lat i niemal od zawsze wykonywaliśmy sonaty Beethovena. Grywaliśmy je wszystkie na wielu recitalach. Pracowaliśmy nad integracją cyklu, ale dopiero od pewnego czasu mamy odwagę wykonać go w całości.

Kompozytor napisał te utwory na fortepian i skrzypce, ale relacja między instrumentami nie jest jednoznaczna.

Kiedy patrzy się wstecz na rozwój sonat skrzypcowych, widać, że do pewnego momentu dominuje w nich fortepian. Dopiero Beethoven określa tę relację w sposób przełomowy, powierzając skrzypcom coraz bardziej samodzielną rolę, partnerską wobec fortepianu. Nie dzieje się to jednak od razu.

Jak się ten układ zmienia w całym cyklu?

We wczesnych sonatach z op. 12 i w Sonacie F-dur Wiosennej kompozytor respektuje tradycyjną konwencję. Dopiero począwszy od utworów z op. 30 ta relacja zaczyna być bardziej równorzędna. W późniejszych sonatach Beethoven zwiększa także siłę dramatyzmu w obu głosach. Jednak moim zdaniem, partia fortepianu jest w całym cyklu ważniejsza i wspanialsza niż partia skrzypcowa. Chodzi o to, by znaleźć w tym równowagę i wspólny mianownik.

Na Wielkanocnym Festiwalu im. Beethovena przedstawi pan z Itamarem Golanem pierwszą część projektu planowanego na trzy kolejne lata. Jaki klucz zdecydował o wyborze sonat do tego recitalu?

Jest wiele różnych sposobów układania takiego programu, ale kiedy mamy go wykonać w trzech kolejnych odsłonach, każda kombinacja staje się rodzajem eksperymentu. Programami nie musi bowiem rządzić chronologia. Dlatego postanowiliśmy rozpocząć cykl od późniejszych sonat.

Zaczniemy Sonatą Wiosenną op. 24, która wniesie do recitalu aurę świeżości. Równie pogodny nastrój i pewna lekkość wyróżnia też obie sonaty z op. 30. Szósta, A-dur, jest w pewnym sensie najprostsza, jasna i niewinna, z przepiękną częścią środkową, szkoda, że tak rzadko się ją obecnie grywa. Najczęściej wykonywane są Pierwsza, Piąta (Wiosenna), Siódma i Dziewiąta (Kreutzerowska). To nieprzemijające hity, każdy skrzypek pragnie je grać, ignorując, niestety, pozostałe. Dlatego chcemy dołączyć do programu także rzadziej wykonywane utwory i podkreślić ich lżejszy charakter. Dopiero ostatnia sonata – G-dur z op. 96 z 1812 r. – stworzy poważny nastrój i głębię.

To pana ulubiona sonata? Wielu skrzypków woli słynną Kreutzerowską.

Kreutzerowska to arcydzieło, pewien standard, jak Chaconne Bacha. Każdy oczekuje, że zagrasz to jak rasowy wirtuoz i zrobisz na ludziach wielkie wrażenie. Dla mnie jednak ciekawsze jest odkrywanie magii i intymnego piękna w muzyce. Dlatego wolę wspomnianą Szóstą, czy przede wszystkim Dziesiątą op. 96. Tak, to mój ulubiony utwór ze wszystkich sonat, im dłużej ją gram, tym bardziej cenię. Ma wyjątkową formę, z nietypowo prowadzonym dialogiem i jakby odrealnioną ostatnią częścią. To dla mnie rodzaj medytacji nad czasem i przemijaniem. To daje jej zupełnie inny, kosmiczny wymiar.

Waszą interpretację cyklu na bońskim Beethovenfest, w domu kompozytora, miesięcznik „Gramophone” nazwał największym wydarzeniem muzycznym ubiegłego roku. 

To dla mnie wielki zaszczyt, zyskałem też wspaniałe doświadczenie. Beethovenhaus – z niewielką, bardzo intymną salą o świetnej akustyce – jest fantastycznym miejscem na recitale. Widać, że dla publiczności słuchanie Beethovena w jego rodzinnym domu jest czymś wyjątkowym. Słucha w skupieniu i zwraca uwagę na detale. Płynie od niej wielka energia, istotnie wpływająca na wykonanie. Ważne jest też poczucie kontaktu z przeszłością, gramy przecież w domu kompozytora.

Uważam, że przyszłość muzyki klasycznej zależy do tego, w jakim stopniu będziemy respektować czas miniony i tradycję. Tylko na tej podstawie można budować nowe jakości i nowy język wykonawczy.

Dlatego łączy pan w swoich programach Beethovena z Szostakowiczem i Pendereckim?

Na tym właśnie polega, moim zdaniem, ciągłość tradycji. Ulubionym kompozytorem Szostakowicza był Beethoven, o ile wiem, obaj ci twórcy są także niezwykle ważni dla Krzysztofa Pendereckiego. To dla mnie niezwykle inspirujące doświadczenie. Jego II Sonata skrzypcowa jest w prostej linii kontynuacją sonat Szostakowicza. To wspaniałe dzieła, pracuję nad nimi już od kilkunastu lat i gram je często z Itamarem. Miałem zaszczyt wziąć udział w światowym prawykonaniu Sekstetu, u boku Mścisława Rostropowicza i Yurija Bashmeta. Często grywam też II Koncert skrzypcowy „Metamorfozy”, którym debiutowałem w Nowym Jorku. Teraz nie mogę się doczekać nowego utworu Krzysztofa Pendereckiego.

Kompozytor pisze dla pana koncert na skrzypce i altówkę. Widział pan już nuty?

Jeszcze nie, czekam na nie z emocjami, tym bardziej, że sam od dawna prosiłem o ten utwór. To w pewnym sensie owoc naszej trwającej już od 12 lat znajomości i długich dyskusji o muzyce. Mam nadzieję, że ten koncert bardzo wzbogaci repertuar utworów na skrzypce i altówkę.

Którą z partii Penderecki zadedykuje panu skrzypkowi, ale też uznanemu altowioliście?

W prawykonaniu na jesieni tego roku wezmę udział jako altowiolista. Moją partnerką będzie Janine Jansen, świetna skrzypaczka i bardzo ważna osoba w moim życiu. Kiedy zrodził się ten projekt byliśmy jeszcze parą, ustąpiłem więc jej partię skrzypcową.

W przyszłości chciałbym jednak przyswoić sobie oba głosy, a także dyrygować tym utworem, bo właśnie zacząłem poważnie zajmować się dyrygenturą. Wiedeńskie prawykonanie koncertu poprowadzi Mariss Jansons, znakomity artysta, jeden z moich najlepszych przyjaciół i „muzyczny ojciec”. Zna mnie od dziecka, od 25 lat występujemy wspólnie, m.in. w Musikverein, które obchodzi właśnie 200-lecie istnienia i z tej okazji tam odbędzie się premiera tego dzieła. Wiedeń to mój dom, gdzie wzrastałem od trzeciego roku życia. Myślę, że będzie to wielkie wydarzenie. BM

Julian Rachlin – rocznik 1974; pochodzi z Wilna, z rodziny zawodowych muzyków; wychował się w Wiedniu i studiował w tamtejszym konserwatorium. Zadebiutował w wieku 10 lat. Zwycięstwo w konkursie Eurowizji dla młodych talentów stało się początkiem jego światowej kariery. Laureat nagrody Accademia Musicale Chigiana, założyciel festiwalu muzycznego w Dubrowniku. Koncertuje także jako altowiolista.

Wywiad ukazał się w 14. numerze „Beethoven Magazine” nr 14 (1/2012). 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: