Polskie Requiem – świadek historii

1 Kwi

– Jest to dla mnie utwór szczególny. Zawsze przeżywam jego wykonanie – mówi Krzysztof Penderecki w artykule Beaty Bolesławskiej-Lewandowskiej.

Zaczęło się od Lacrimosy, kilkuminutowego lamentu na głos sopranowy, chór i orkiestrę, który Krzysztof Penderecki skomponował na prośbę Lecha Wałęsy. Utwór zaprezentowano 16 grudnia 1980 roku w Gdańsku z okazji odsłonięcia pomnika stoczniowców zamordowanych przez komunistów 10 lat wcześniej. Kompozytor, pytany o prawykonanie, wspomina: – To było niezwykłe przeżycie. Koncert, a właściwie odtworzenie nagrania mojego utworu było tylko fragmentem uroczystości. Pod pomnikiem zebrał się podobno milion osób, padał deszcz ze śniegiem, reflektory dawały przy tej pogodzie niesamowite światło. Kilka dni wcześniej zadzwonił do mnie Lech Wałęsa: „Panie kompozytorze, inni pana koledzy odmówili, czy pan zgodzi się napisać utwór na uroczystość odsłonięcia pomnika poległych stoczniowców?”. Odmówili, bo się bali, to nie było wydarzenie dobrze widziane przez władze. Ja się zgodziłem i napisałem Lacrimosę dosłownie w ciągu kilku dni. Antoni Wit nagrał ją z Chórem i Orkiestrą Polskiego Radia w Krakowie, z Jadwigą Gadulanką jako solistką i to właśnie nagranie odtworzono w Gdańsku

Kilkuminutowa, pełna melancholii i liryczna Lacrimosa, z zapadającą w pamięć introdukcją sopranu, stała się zaczątkiem monumentalnego w formie i treści Polskiego Requiem, jednego z najbardziej niezwykłych utworów – nie tylko w dorobku Krzysztofa Pendereckiego, ale i w historii polskiej muzyki. Nie ma drugiego dzieła tak bardzo związanego z kontekstem historyczno-politycznym i czasem, w którym powstawało. Warstwa symboliczna podkreślona została znaczącymi dedykacjami, wiążącymi ideę kolejnych części z konkretnymi wydarzeniami. Polskie Requiem powstawało latami, stopniowo nabierając pełnego kształtu. Jeszcze długo po skomponowaniu Lacrimosy Penderecki nie myślał o włączeniu jej w większe dzieło, choć – jak wielokrotnie przyznawał – pomysł napisania mszy żałobnej pojawił się w jego głowie dużo wcześniej. Wspomina z humorem, że obawiał się wtedy przesądu, iż podobnie jak w przypadku Mozarta, requiem mogłoby stać się ostatnim z jego utworów. Czekał na odpowiedni moment, i oto sytuacja polityczna w Polsce na początku lat 80. sprawiła, że zdecydował się na mszę. – Udało mi się przeżyć moje Requiem – mówi kompozytor.

Agnus Dei

Plan skomponowania Requiem zaczął kiełkować w 1981 r. W maju zmarł prymas Polski, kardynał Stefan Wyszyński, którego Penderecki znał osobiście i niezwykle cenił. – To był wielki człowiek, o niezwykłej charyzmie. Przy nim zawsze czułem się mały, choć rzadko mi się to zdarza – wspomina. Rankiem po śmierci kardynała kompozytor otrzymał telefon i niemal natychmiast przystąpił do pisania Agnus Dei na chór a cappella – utwór miał być wykonany na uroczystościach pogrzebowych 31 maja 1981 roku. Penderecki wspomina, że kiedy wraz z chórem krakowskim przyjechał do Warszawy, nie chciano ich wpuścić do katedry, tłumacząc się brakiem ustaleń. Kompozytor po prostu odsunął stojącego na progu katedry proboszcza i razem ze śpiewakami wszedł do krypty, gdzie później podczas pogrzebu zabrzmiało po raz pierwszy kilkuminutowe Agnus Dei, przepełnione smutkiem, urzekające pięknem ciepłego, eufonicznego brzmienia chóru.

Dies irae

Jeszcze przez jakiś czas zarówno Lacrimosa, jak i Agnus Dei funkcjonować miały jako niezależne kompozycje, jednak pomysł skomponowania całej mszy żałobnej zaczął z wolna krystalizować się w wyobraźni kompozytora. Jesienią 1983 r. pojawiło się sześć kolejnych fragmentów utworu, opartych na tekstach sekwencji Dies irae. Są to: Quid sum miser, Rex tremendae maiestatis, Recordare Jesu pie, Ingemisco tamquam reus, Preces meae, Confutatis maledictis. Razem z wcześniejszymi – Lacrimosą i Agnus Dei – stworzyły pierwszą wersję Polskiego Requiem, wykonaną po raz pierwszy 23 listopada 1983 r. w Waszyngtonie w dniu pięćdziesiątych urodzin Krzysztofa Pendereckiego. Dyrygował Mścisław Rostropowicz, który – zauroczony Lacrimosą – „zarezerwował” sobie możliwość poprowadzenia prawykonania pełniejszej wersji dzieła. Niespełna rok później, 28 września 1984 r. poprowadził w Stuttgarcie międzynarodowe prawykonanie nowej wersji utworu, wzbogaconej o kolejne części – początkowe: Requiem aeternam, Kyrie, Tuba mirum i Mors stupebit oraz zamykające dzieło Lux aeterna, Libera me, Domine i Finale.

Sanctus i Chaconne per archi

Na długie lata Polskie Requiem przybrało taki właśnie kształt. Kompozytor czuł jednak, że to jeszcze nie koniec; i tak w roku 1993 r. dodał pełne wewnętrznego światła Sanctus, a dwanaście lat później miejsce pomiędzy Sanctus a Agnus Dei wypełniła instrumentalna Chaconne per archi, skomponowana po śmierci Jana Pawła II. Dopiero wtedy forma Requiem została domknięta. – Zawsze dbam o kształt formalny utworu, niezależnie od tego, czy trwa on pięć minut czy dwie godziny. Dlatego dokładnie wiedziałem, że po Sanctus powstanie jeszcze część czysto instrumentalna – tłumaczy Penderecki. – Utwór zawsze żyje swoim życiem, nabiera z czasem wartości, dojrzewa; dlatego potrzebowałem czasu, impulsu, odpowiedniej chwili, aby wypełnić te brakujące miejsca. Podobnie było w przypadku kilku innych kompozycji, np. III Symfonii – dodaje kompozytor.

Sól w oku władzy

Dziś Polskie Requiem jest zamkniętą całością, formą narracyjnie i dramaturgicznie pełną, trwającą niemal dwie godziny. Kompozytor nie zamierza nic dodawać, mając przy tym nadzieję, że nie będzie mu już dane przeżywać żadnych narodowych traum o podobnym charakterze jak stan wojenny.

Skomponowanie Polskiego Requiem „ku pokrzepieniu serc” w czasach narodzin „Solidarności” było bez wątpienia aktem odwagi. Penderecki nie był jedynym polskim twórcą, który w latach 80. postanowił dedykować swoje dzieło Polsce – wystarczy tu wspomnieć choćby Sinfonię votiva (1980/81) przebywającego na emigracji Andrzeja Panufnika czy VI Symfonię „Polską” (1982) Krzysztofa Meyera. Jednak to utwór Pendereckiego stał się najbardziej znaczącym muzycznym symbolem tamtych lat.

Dedykacje kolejnych części Polskiego Requiem odnosiły się do najważniejszych wydarzeń ze współczesnej historii Polski. Powstanie Warszawskie (Dies irae), mord na polskich oficerach w Katyniu (Libera me, Domine), powstanie w getcie warszawskim (Quid sum miser), uczczenie pamięci poległych stoczniowców (Lacrimosa), przywołanie kanonizowanego w 1982 r. ojca Maksymiliana Kolbe (Recordare Jesu pie) i kardynała Stefana Wyszyńskiego (Agnus Dei). Dedykacje do tego stopnia były solą w oku ówczesnych władz, że początkowo nie pozwalano ich drukować w nutach czy programach koncertów. Co ważne, każda z nich dotykała kompozytora osobiście, wiązała się z jego własnymi przeżyciami. Bez osobistego, emocjonalnego stosunku nie powstałaby bowiem muzyka o takiej sile i wartości.

Siła muzyki 

W przypadku Polskiego Requiem tkwi ona – poza kontekstem historyczno-politycznym – w estetyce utworu, tak początkowo krytykowanej przez zwolenników muzycznej awangardy, nie po raz pierwszy oskarżających Pendereckiego o zdradę jej ideałów. Requiem jest syntezą XX-wiecznych środków muzycznych, poprzez swobodne połączenie elementów tonalnych z sonorystycznymi, lirycznych z dramatycznymi, spokojnych z burzliwą ekspresją – wszystko genialnie splecione dla oddania dramaturgii tematu. Sfera śmierci i sądu ostatecznego przenika się tutaj bardzo wyraźnie – zarówno w warstwie tekstów, jak i samej muzyki – z modlitwą, kontemplacją, nadzieją.

Śmierć budzi grozę ciemnymi barwami i klasterowymi, sonorystycznymi brzmieniami Dies irae, Mors stupebit czy Ingemisco. Modlitewne błaganie o boską opiekę dochodzi do głosu w Recordare, Jesu pie. Cytat z melodii Święty Boże… przenika rozbudowaną, kontrapunktyczno-polifoniczną konstrukcję tych sekwencji.

Stronę światła i nadziei reprezentują kolejno: lamentacyjno-liryczna Lacrimosa, neotonalne Sanctus, barokowo brzmiąca smyczkowa Chaconne i subtelne, chóralne Agnus Dei. Następne dwie części – Lux aeterna oraz Libera me, Domine – przywołują jeszcze sonorystyczne brzmienia (Lux aeterna), wszystkie zaś wątki narracji całego dzieła podsumowuje syntetyczne Finale, zbudowane wyraźnie na wzór Beethovenowskich symfonii (zwłaszcza Dziewiątej). Ostatnie słowo należy do świata nadziei i światła, wyrażonego wersem: „Panie, spraw, by ze śmierci przeszli do życia”.

Utwór o szczególnym znaczeniu

Rozpatrując genezę oraz funkcjonowanie Polskiego Requiem, warto pamiętać, że odniesienia i symbole zawarte w kompozytorskich dedykacjach, jak i w przytaczanej w Recordare melodii suplikacji Święty Boże… – dla Polaków nieodwołalnie związanej z modlitwą, zanoszoną do Boga w najtrudniejszych narodowych momentach – dla obcokrajowców przestają mieć emocjonalne znaczenie.

– Muzyka w końcu liczy się najbardziej – podkreśla kompozytor. I to czysto muzyczna siła ekspresji zawarta w tym dziele sprawia, że przyjmowane jest na całym świecie znakomicie, wykonywane często i rozumiane także poza ściśle polskim kontekstem. Choć zdarzają się, oczywiście, chwile szczególne. Kompozytor wspomina na przykład koncert w Bostonie, kiedy podczas wykonania Lacrimosy wszyscy słuchacze powstali. – Na pewno to było jakoś przygotowane, ktoś to zorganizował, ale wrażenie było niesamowite.

Niemniej jednak, Polskie Requiem pozostanie na zawsze świadkiem swych czasów i najsilniejszym bodaj świadectwem narodowej tożsamości swego twórcy; szlachetną reakcją kompozytora na tragiczne i zagmatwane losy Polski w XX wieku. Krzysztof Penderecki przyznaje, że właśnie ze względu na swą historię i czas, w którym powstało, Requiem jest dla niego utworem o szczególnym znaczeniu.

Beata Bolesławska-Lewandowska 
Wszystkie wypowiedzi Krzysztofa Pendereckiego w tekście pochodzą z rozmowy prowadzonej przez autorkę.
Artykuł ukazał się w 14. numerze „Beethoven Magazine” (1/2012).
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: