„Pasja” z przekory – rozmowa z Krzysztofem Pendereckim

30 Mar


– Pojechałem do katedry w Münster. Usiadłem w ławce, a obok stoi wielka rzeźba. Patrzę, św. Krzysztof. Pomyślałem – no, to teraz już na pewno napiszę tę Pasję – wspomina Krzysztof Penderecki w rozmowie z Tomaszem Handzlikiem.

Tomasz Handzlik: Najpierw Jonny Greenwood i Aphex Twin z zaskakującymi interpretacjami Polimorfii i odwołaniami do Trenu, teraz Grzegorz Jarzyna z Pasją według św. Łukasza. Nie obawia się pan powierzania swoich dzieł innym twórcom?

Krzysztof Penderecki: – Pasja ma już swoje lata. W różnych sytuacjach była wykonywana, z różnymi zespołami. I zawsze się broniła. Oczywiście, były niedobre inscenizacje. Na przykład w 1979 roku w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej w Warszawie, w reżyserii i ze scenografią Andrzeja Kreütz-Majewskiego. Zapamiętałem z tego spektaklu tylko te piękne dekoracje, bo wszystko inne było okropne. Przyszedłem na próbę generalną i szybko wyszedłem. Na premierze też mnie nie było.

A jeżeli są to twórcy z zupełnie innego bieguna sztuki, jak Greenwood czy Aphex Twin?

Nie rozmawiałem z Krzysztofem Jarzyną o inscenizacji. To trudny utwór do wystawienia na scenie, zamknięta forma, która odrzuca wszelkie próby zatrzymania czy zmiany przebiegu akcji. Reżyser musi się więc dostosować do muzyki, do formy. A co Jarzyna z nią zrobi? Nie chciał mi powiedzieć, a ja dałem mu wolną rękę. To bardzo inteligentny człowiek, ma masę kapitalnych pomysłów. Jest kontrowersyjny, ale tu akurat niewiele może zrobić. Jeszcze 10 lat temu może bym się obawiał. Ale teraz, co ryzykuję? Pasja ma już swoje miejsce w historii.

Podobnie było w przypadku spotkania z Greenwoodem i Aphexem Twinem. Z początku się obawiałem, a potem się okazało, że to bardzo dobrzy muzycy, szczególnie Greenwood, który jest ciekawym kompozytorem. Poza tym, to było zderzenie dwóch światów, różnych pokoleń. Bo przecież ja pisałem tę muzykę na początku lat 60. Więc było to dla mnie dodatkowo pewne odkurzenie, odświeżenie.

Obserwuję rosnące zainteresowanie pana twórczością.

Gusta muzyczne zataczają koło. Tak jak moda na ubrania, która po trzydziestu latach znowu wraca. W tym przypadku mamy jeszcze większy dystans, bo moja muzyka wraca po 50 latach.

Muzyka, od której pan chciał uciec?

Ja cały czas uciekam, bo uważam, że nie można się powtarzać. Dlatego moja muzyka zmienia się jak w kalejdoskopie. Po okresie sonoryzmu i awangardy zacząłem szukać nowego pola do manewru także dlatego, że kompozytorzy kopiowali moją muzykę, wypracowaną technikę notacji i styl. Miałem rację, bo patrząc dziś – z perspektywy wielu lat, które minęły – uważam, że nie można było już pójść dalej. Zamknąłem więc za sobą drzwi.

I stworzył pan dzieło znacznie łatwiejsze w odbiorze.

Ale to też zupełnie inny gatunek, inny wymiar. Elementy sonorystyczne w Pasji oczywiście są i to znacznie bardziej rozbudowane. A do tego elementy, których do tej pory nie używałem. Na przykład chór, który traktuję bardzo podobnie jak w Trenie. To był odważny na owe czasy utwór. Na grunt Pasji starałem się też przenieść doświadczenia nabyte w studio muzyki elektroakustycznej w Warszawie w 1957 roku. To był dla mnie jeden z najważniejszych momentów w życiu. W Studio Eksperymentalnym Polskiego Radia usłyszałem bowiem muzykę, której wcześniej nie mogłem sobie nawet wyobrazić. Próbowałem ją potem przetransponować na orkiestrę, zacząłem wymyślać nowe metody wydobywania dźwięków, nowe sposoby grania, do tego odpowiednią notację. Następnym krokiem milowym była Pasja.

Był pan pierwszym kompozytorem w gronie ówczesnych twórców, który nawiązał do historycznego gatunku.

Targnąłem się na temat, który był właściwie tabu. Nikt wtedy nie pisał tak wielkiej formy. Poza Messiaenem oczywiście, ale to oddzielny rozdział w historii muzyki. Bo komponować po Bachu Pasję, to tak, jakby po Tomaszu Mannie próbować napisać dalszy ciąg Czarodziejskiej góry.

Nie zawahał się pan też przed podjęciem tematu sakralnego.

Powodem napisania Pasji było milenium chrztu Polski, które – poza zamkniętym obrębem Kościoła – zostało właściwie w naszym kraju przemilczane. A ja zawsze robiłem wszystko na przekór. Najpierw w domu, potem jako dorosły człowiek. Zainteresowałem się więc muzyką religijną nie dlatego, że byłem tak szczególnie pobożny, ale dlatego, że to było zabronione. Oczywiście, zostałem wychowany w bardzo katolickiej rodzinie. Z kolegą z Dębicy byłem nawet kalikantem, czyli tym, który pompował miechy kościelnych organów.

Ale kościół był w tamtych czasach zupełnie inny. Walczący i zwalczany. Dlatego wszyscy go popierali, nawet ludzie niewierzący. I było to chyba jedyne miejsce, w którym można było wówczas usłyszeć prawdę.

Pan się nigdy nie bał władzy?

Zawsze byłem sowizdrzałem. Grałem im na nosie, robiąc to, czego nie było wolno. Poza tym byłem młody, a wtedy człowiek ma bardziej otwartą głowę, pozbawiony jest skrupułów, nie boi się niczego i jest wyzywający w tym, co robi.

A ten moment, w którym zdecydował się pan napisać Pasję?

To było w 1962 roku, podczas festiwalu w Donaueschingen, na którym odbyło się prawykonanie Fluorescencji. Był skandal, protestowali nawet najwięksi miłośnicy awangardy, bo to obrazoburczy utwór, który zupełnie rozwala orkiestrę w jej tradycyjnym kształcie i brzmieniu. Reakcje były bardzo gwałtowne, ja też byłem wzburzony, więc po koncercie poszedłem na spacer, żeby odetchnąć. Dołączył do mnie dyrektor muzyczny radia kolońskiego, wybitny muzykolog Otto Tomek. I zapytał, czy nie napisałbym utworu na 700-lecie katedry w Münster. Rzuciłem, że napiszę Pasję. Śmiał się, nie wierzył, chciał mnie odwieść od tego pomysłu, sugerował jakąś mniejszą formę, ale ja się uparłem.

Pomysł ten chodził mi już wcześniej po głowie, ale nie miałem pojęcia jak to zrobić. Bo o ile zebranie tekstów nie było specjalnym problemem, najtrudniejsze okazało się znalezienie odpowiedniej formy. Zacząłem więc od szkicowania struktury muzycznej, związanej z motywem B-A-C-H. Napisałem kilka takich prób i ostatecznie całą Pasję zbudowałem na tym właśnie motywie. Było też trochę łatwiej, bo miałem już za sobą Stabat Mater, utwór pisany równolegle, w tym samym miesiącu co Fluorescencje. Wróciłem tam do techniki polifonicznej renesansu. I to była właściwie moja pierwsza próba zmierzenia się z większą formą.

Pojechałem potem do katedry w Münster. Pamiętam jakby to było dziś, bo tam akurat ktoś stroił organy. Katedra jest olbrzymia, ale zbudowana z miękkiego piaskowca, więc dźwięk ma 12 sekund pogłosu. Zafascynowało mnie to brzmienie. Usiadłem w ławce, żeby nasiąknąć tą atmosferą, a obok stoi wielka rzeźba. Patrzę, św. Krzysztof. No, to teraz już na pewno napiszę tę Pasję – pomyślałem.

Powiedział pan kiedyś, że w Pasji chodziło o to, „aby nikt nie stał z boku”. Że „każdy może być wciągnięty przez ów tłum pasyjny, turbę, która domaga się ukrzyżowania Chrystusa, podobnie jak każdego dotyczy odkupienie”.

Pasja jest bardzo dramatyczna. Jeżeli porównać ją z moim niedościgłym wzorem, to nie jest tak medytatywna jak Pasja Mateuszowa. Mnie bardziej odpowiada nastrój Pasji Janowej, gdzie turba ma takie wyraźne wzloty, momenty bardzo dramatyczne. To mnie zawsze najbardziej przejmowało.

Premiera w Münster była wielkim wydarzeniem. Tysiące najważniejszych osobistości z całego świata, w tym nuncjusz papieski. A papież Jan Paweł II słyszał kiedyś Pasję na żywo?

Tak, na jednym z pierwszych wykonań w Krakowie, ale wtedy nie był jeszcze papieżem.

Pasja ma dedykację dla pana żony – Elżbiety.

Pobraliśmy się w 1965 roku, kiedy gorączkowo kończyłem komponować Pasję. Jak zawsze byłem spóźniony i dr Tomek zagroził już, że odwoła prawykonanie. A mnie bardzo na tym zależało, bo to miał być mój pierwszy tak wielki, światowy koncert. I właśnie w związku z tym pośpiechem nie powstała nigdy normalna partytura Pasji. Żeby jak najszybciej dostarczać materiał do ćwiczenia, w pierwszej kolejności napisałem partie chóralne i nakleiłem je na wielkich kartach papieru. Potem soliści, bo oni też już grozili, że jak szybko nie prześlę materiału, to nie zaśpiewają. A to były duże nazwiska: Stefania Woytowicz, Andrzej Hiolski, Bernard Ładysz. Szybko więc napisałem także dla nich, a na samym dole partytury zostawiłem sobie miejsce dla orkiestry. Istnieje więc tylko taka klejona partytura, ale znajduje się w archiwum radia w Kolonii. Nigdy nie chcieli mi jej oddać.

Więc ta dedykacja to prezent ślubny?

Kiedy jechałem do Münster, żona oczywiście nie dostała paszportu. A ja wróciłem dopiero po miesiącu, bo po Niemczech było jeszcze wykonanie we Francji i Turynie. Wtedy podjąłem decyzję o dedykacji. To było chyba po krakowskim prawykonaniu. Potem Pasja została jeszcze wykonana w Warszawie, gdzie publiczność tak się tłoczyła, że aż wyrwała drzwi z zawiasów Filharmonii Narodowej.

Żona przejęła się dedykacją?

Przeżywa za każdym, kiedy Pasja jest wykonywana. Tym bardziej, że nie gra się jej zbyt często. Ostatnio rok temu, podczas Festiwalu Beethovenowskiego w Warszawie. Zresztą to było chyba najlepsze wykonanie, bo to właśnie żona zorganizowała trzy wielkie chóry i jeszcze chór dziecięcy. 300 osób. I wreszcie zabrzmiała tak, jak powinna.

Pan profesor też ją wciąż przeżywa.

Pasję tak, bo to jest taki mój utwór, który związał się z pewną epoką. Mój pierwszy krok w światowej muzyce. W życiu osobistym też… właśnie wtedy wszystko się jakoś tak połączyło.

A gdyby dzisiaj pisał pan Pasję, to jakie miałaby przesłanie?

Nie wiem. Przygotowałem już teksty do Pasji Janowej. Między innymi z Dostojewskiego i Bułhakowa. Więc to nie byłaby Pasja pokorna, ale buntownicza. I pewnie zostałbym do reszty wyklęty. Od dawna próbuję się za nią zabrać, ale co rusz przychodzą zamówienia na inne utwory i ciągle ją odsuwam. To jest też w pewnym sensie strach, że nie dałbym rady napisać tak samo dobrej Pasji. Trudno po pięćdziesięciu latach zmierzyć się z samym sobą. Ale może uda mi się jeszcze znaleźć czas. BM

Wywiad ukazał się w kwartalniku „Beethoven Magazine” nr 14 (1/2012)


Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: