Schonberg, „Horowitz. Życie i muzyka”

29 Gru

Łamigłówka Horowitza

Było coś przerażającego w tak kolosalnej energii skupionej w rękach jednej osoby – o monografii Horowitz. Życie i muzyka Harolda C. Schonberga pisze Wojciech Bońkowski.

1.

Najważniejszy amerykański krytyk muzyczny napisał biografię największego pianisty XX w. Schonberg (1915–2003), nestor nowojorskich krytyków, od lat 50. zeszłego stulecia był szefem działu muzycznego dziennika „The New York Times”. Biografia Vladimira Horowitza jest książką modelową – na poziomie merytorycznym, literackim i komunikatywnym – jaką rzadko się spotyka. Żadna monografia z długim wykazem źródeł, przetrząsaniem archiwów, uczonymi przypisami, lecz żywa, wartka opowieść o życiu i twórczości wybitnego artysty; potoczysta, pełna barwnych anegdot i kontekstów, zarazem nie nazbyt szczegółowa. Niebanalne walory konstrukcyjne tej książki sprawiają, że sięga się po nią na pięć minut, a kończy lekturę po trzystu pięćdziesięciu stronach. (Złośliwi zechcą pewnie dostrzec w niej prosty dziennikarski szablon: biografia zaczyna się od końca, by wrócić do początku i zatoczyć koło; nazwy rozdziałów są chwytliwe jak gazetowe śródtytuły, a każdy zaczyna się zaczerpniętym z wypowiedzi Horowitza mottem).

2.

Słynnemu pianiście poświęcono wcześniej tylko dwie książki. Pierwsza to Horowitz. A Biography Glenna Plaskina (1983) wspaniale udokumentowana, lecz skupiona na wątkach biograficznych (homoseksualizm pianisty, rodzinne awantury) i pozbawiona szerszego spojrzenia. Druga to narcystyczne i niewarte uwagi Evenings with Horowitz Davida Dubala (1991).

Praca Schonberga jest tym cenniejsza, że zawiera informacje z pierwszej ręki – krytyk znał osobiście Horowitza, przez 50 lat utrzymywał z pianistą stosunki na tyle zażyłe, na ile było to możliwe w owładniętej problemem bezstronności i konfliktu interesów Ameryce. Duża część materiału pochodzi z kilkunastu wywiadów, które przeprowadził z nim w 1987 r., na dwa lata przed śmiercią pianisty (miały na ich kanwie powstać pamiętniki).

Zarazem Schonberg patrzy na swego bohatera w szerokiej perspektywie; jego dziełem życia pozostaje historia pianistyki od XVIII do XX w. pt. The Great Pianists from Mozart to the Present (1964), a w swej karierze krytyka od 1939 r. słuchał i recenzował wszystkich liczących się pianistów – od Rachmaninowa po Kissina.

3.

Co ciekawsze, książka (oryginał ukazał się w 1992 r.) stanowi symboliczne rozliczenie krytyki muzycznej z jedną z jej najczarniejszych kart. Nie jest bowiem tajemnicą, że krytycy nigdy nie szczędzili Horowitzowi gorzkich słów i atakowali go w sposób bezprecedensowy. W krucjacie, prowadzonej przeciw artyście po obu stronach oceanu od lat 30. aż do jego śmierci w 1989 r., brali udział najwybitniejsi autorzy naszych czasów. Harvey Sachs w książce Virtuoso zawarł istny paszkwil; pisał m.in. o „wątpliwej muzykalności” i „całkowitym zniekształcaniu muzyki” przez pianistę, któremu „nie tylko nie zależy na próbie zrozumienia intencji kompozytora, ale w ogóle nie ma on żadnej wizji dzieła”. Sachs wzdragał się z obrzydzeniem na myśl, że Horowitz mógłby zagrać Das wohltemperierte Klavier Bacha.

Wtórował mu Virgil Thomson, określając Horowitza jako „mistrza zniekształcenia i przesady”, a jego grę jako „monotonną i muzycznie fałszywą”. Jeden z wybitniejszych historyków pianistyki, Piero Rattalino, w pracy Da Clementi a Pollini (1982) atakował Horowitza z furią. „Hasłem młodego Horowitza było: sukces przede wszystkim” (przeciwstawiał mu „moralną postawę” Światosława Richtera wobec tekstu muzycznego).

4.

Harold Schonberg nie posuwał się do takich epitetów, lecz nazywał przypadek Horowitza „złożonym”. Schonberg – trafnie zauważając u rosyjskiego pianisty charyzmę bez paraleli i magnetyczne oddziaływanie na koncertową publiczność, a także nieograniczone muzyczne horyzonty, pozwalające mu zmierzyć się z dowolnym właściwie repertuarem – nie krył zarazem sceptycyzmu wobec niektórych interpretacji artysty. I to nie dlatego, że okazywały się nieudane, lecz na podstawie z gruntu fałszywych przesłanek. Z Beethovenem „miewał problemy”, jego Chopin to „zlepek detali”, Schumannowi „brakowało wewnętrznego spokoju”. W opiniach o późnych nagraniach Horowitza pojawia się sakramentalne słowo „manieryzm”.

5.

W historii recepcji chóralne unisono krytyków, zarzucających Horowitzowi zniekształcanie muzyki i brak muzykalności jawi się jako osobliwy dysonans. Typ zarzutów jest co prawda dziwnie znajomy – te same wysuwano w XIX w. wobec Liszta, Paganiniego i innych superwirtuozów, którzy rozszerzali granice fizycznych, technicznych możliwości gry na instrumencie. Paganini miał paktować z diabłem, parafrazy Liszta uważano za szczyt złego smaku, a występy Paderewskiego poważni krytycy zaliczali do atrakcji cyrkowych. Historia, pokrywając wizerunek mistrzów patyną klasyczności, zrewidowała te sądy. W przypadku Horowitza pęknięcie było tym ostrzejsze, że powstawało na naszych oczach. Krytycy mieli w sobie tym więcej żółci, w im większy zachwyt popadała publiczność – wchodziła na koncerty oknami, oczekiwała na bilety w kilkudniowych kolejkach (w 1965 r. Horowitz z żoną kupili dla kilkuset kolejkowiczów kawę i pączki), bisy wymuszała wyciem i tupaniem.

6.

A przecież poruszeni grą Horowitza byli nie tylko podatni na estradową magię melomani. Także wśród innych muzyków pianista cieszył się niemal mistycznym respektem. Niezapomnianą lekturą są świadectwa, zebrane przez Davida Dubala w książce Remembering Horowitz: 125 Pianists Recall a Legend. Przywołajmy niektóre.

Shura Cherkassky: „Nie mogę wyrazić w pełni, ile Horowitz dla mnie znaczył. Stał się dla mnie idolem, symbolem. Nigdy nie zapomnę, jak usłyszałem go po raz pierwszy w III Koncercie Rachmaninowa. Myślałem, że po prostu zemdleję. (…) Jego Schumann nie da się opisać. Myślę o jego dźwięku w Schumannie, o tej wewnętrznej tęsknocie. W wielu utworach nikt nie osiągnął poziomu Horowitza i zapewne już nikt nie osiągnie”.

Pollini: „Najbardziej fascynowała mnie jego absolutna wolność ekspresji, poczucie improwizacji, które podkreślało każdy szczegół harmoniczny i melodyczny. Miał niezapomniany sposób grania lirycznych odcinków w Humoresce Schumanna… Była to dla mnie chwila niezrównanej emocji muzycznej”.

A stuletni w trakcie zbierania materiałów do książki Mieczysław Horszowski, jeden z wielkich muzyków XX wieku, wysłał Dubalowi dwa zdania: „Kulminacją wielu okazji, gdy go słuchałem, było wykonanie przez Horowitza Humoreski Schumanna. Byłbym szczęśliwy, gdyby tych kilka słów przyczyniło się do zachowania na zawsze pamięci o niebywałym pięknie tego wykonania”.

W historii muzyki taką aurę roztaczał wokół siebie chyba tylko Chopin.

7.

Biografia Schonberga jest więc znakiem przewartościowania – wciąż niepełnego – krytycznej opinii o Horowitzu. W swej poprzedniej pracy z 1964 The Great Pianists – Schonberg chwalił Horowitza za późnych romantyków i Skriabina, lecz o jego Mozarcie i Schubercie pisał chłodno. W Horowitz. Życie i muzyka dopisał specjalny „aneks” poświęcony interpretacjom Mozarta z lat 80. Szybkie tempa, śpiewną, ekspresyjną linię melodyczną, improwizacyjne elementy w repetycjach, pełne, barwne brzmienie fortepianu powiązał z nowymi wynikami badań nad praktyką wykonawczą w czasach kompozytora. (Horowitz doskonale znał listy Mozarta, pełne wskazówek wykonawczych). W czasach obsesji na punkcie wykonań „z epoki” i przywracania do życia instrumentów historycznych podobna krytyczna pochwała dla rozemocjonowanego Mozarta na steinwayu to ewenement.

8.

Horowitz należy już do historii, lecz pełne docenienie jego sztuki musi się dopiero dokonać. Niełatwo rozwikłać Horowitzowski rebus: prostotę adagiów Mozarta i polifoniczną gęstwinę II Sonaty Rachmaninowa. Delikatny liryzm Serenady Schuberta i diaboliczną potęgę własnych Wariacji na temat Carmen, gdy w kodzie pianista budzi oktawowe pandemonium. Przygotowane w najdrobniejszych szczegółach studyjne nagranie Sonaty f-moll Schumanna i o trzy miesiące późniejsze koncertowe, pełne dramatycznego napięcia, z ogromnymi kontrastami – prawie improwizowane… Jak to możliwe, że ten trawiony neurozą wrażliwiec, który połowę kariery spędził z dala od estrady, przy fortepianie tkwił nieruchomy z twarzą jak posąg, nie wyrażając żadnych emocji? Jak to się stało, że demon romantyzmu, „zjadający” na śniadanie najtrudniejsze rapsodie Liszta, lwią część swej dyskografii poświęcił Scarlattiemu, Clementiemu, Czernemu, Mozartowi i Schubertowi? Horowitz zmagał się ze sobą, lecz w muzyce zaskakująco często osiągał czyste piękno. Jak pisze Schonberg, „owa milionwoltowa technika była mocno trzymana w ryzach, choć było coś przerażającego w tak kolosalnej energii w rękach jednej osoby. Czuć było, że w tym wszystkim tkwił demon, usiłujący się oswobodzić. Co się stanie, jeśli demon się uwolni? Ale to nigdy się nie stało”.

Wojciech Bońkowski

Harold C. Schonberg, Horowitz. Życie i muzyka; przekład i aneks dyskograficzny: Robert Ginalski; Niebieska Studnia 2010

Reklamy

Komentarze 2 to “Schonberg, „Horowitz. Życie i muzyka””

  1. Hanna Lachert 30/12/2011 @ 23:28 #

    Miałam szansę dwukrotnie grać z Horowitzem!!! oba razy RAchmaninova d-moll, w Carnegie Hall (NYP) dyrygował Ormandy i w Avery Fisher Hall Zubin Mehta.
    Elektrycznoc na sali
    A największe wrażenie zrobiły na mnie JEgo pianissima w recitalu w sali Metropolitan Opery – no i t a osobowosc – a nawet pamietam jak przyszedl w przedzien koncertu popatrzyc na stojący „ogonek” i poczestowac nas pączkami i kawą.

    • beethovenmagazine 31/12/2011 @ 11:35 #

      Niesamowite, Pani Hanno. Bardzo zazdrościmy Pani tamtych wrażeń! A co Pani pamięta z prób do Rachmaninowa?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: