Ross, „Reszta jest hałasem”

29 Gru

Cały ten XX wiek

Mało kto pisze tak żywo i barwnie o uchodzącej za nieprzystępną muzyce współczesnej, jak nowojorczyk Alex Ross. Właśnie ukazała się po polsku jego książka „The Rest Is Noise”, o której swego czasu było bardzo głośno.

1.

„Dwudziestowieczna muzyka poważna […] dla wielu ludzi jest po prostu hałasem. Jest to sztuka w znacznej mierze nieujarzmiona, będąca niezasymilowanym podziemiem kulturowym. Abstrakcyjne obrazy Jacksona Pollocka sprzedaje się na aukcjach za setki milionów dolarów. Eksperymentalne dzieła Matthew Barneya czy Davida Lyncha analizuje się na uczelniach, jak kraj długi i szeroki. Natomiast ich muzyczne ekwiwalenty wciąż budzą poważny niepokój bywalców sal koncertowych, a w szerszym świecie w ogóle nie są zauważane” – stwierdza Alex Ross we wstępie do swej książki Reszta jest hałasem. Słuchając XX wieku – bestseller tego krytyka muzycznego, pisującego na łamach magazynu „The New Yorker”, wydano właśnie po polsku.

Dlaczego zatem książka o muzyce współczesnej zdobyła tak wiele pochwał, prestiżowych nagród i znalazła się na listach najbardziej polecanych pozycji ogłaszanych przez największe wysokonakładowe pisma („New York Times” uznał ją za jedną z dziesięciu najważniejszych książek roku 2007)?

2.

Powodów jest wiele. Temat został ujęty w kategoriach zrozumiałych dla każdego: muzyka nie jest tu abstrakcyjnym bytem opisywalnym jedynie w odnoszących się do niej samej pojęciach, lecz stanowi element szerszego kontekstu kulturowego, zaś historia, polityka i losy artysty wpływają nie tylko na sposób, w jaki funkcjonuje w społeczeństwie, lecz także na dobór dźwięków, co pokazuje Ross w opisach konkretnych utworów. „Reszta jest hałasem to nie tylko opowieść o artystach, lecz także o politykach, dyktatorach, milionerach, patronach sztuki i dyrektorach, którzy starali się kontrolować proces komponowania muzyki, o intelektualistach, którzy oceniali jej styl; o pisarzach, malarzach, tancerzach i filmowcach, którzy towarzyszyli kompozytorom podczas ich samotnych wypraw badawczych; o publiczności, która na zmianę podziwiała, odrzucała bądź ignorowała to, co czynili kompozytorzy, o technologiach, które zmieniły sposób tworzenia i słuchania muzyki, o rewolucjach, gorących i zimnych wojnach, falach emigracji i głębokich przemianach społecznych kształtujących świat, w którym działali i działają kompozytorzy” – pisze Ross w dalszej części wstępu.

Warto jednak z całą mocą podkreślić, że autor bynajmniej nie ucieka w publicystykę, biografizm i anegdotę, jak to często bywa w popularnych publikacjach, wystrzegających się „muzykologii”, by nie odstraszać czytelnika – podtytuł Słuchając XX wieku oddaje istotę metody Rossa i jego zachętę, by wszystko, co muzyki dotyczy, usłyszeć w niej samej. Jego analizy, przeprowadzone przy użyciu elementarnej jedynie terminologii muzycznej, pełne trafnych i sugestywnych metafor, są zapisem intensywnego emocjonalnego i intelektualnego odzewu, jaki w autorze budzi to, jak muzyka brzmi, i zawsze trzymają się konkretu, czyli dźwiękowej konstrukcji.

3.

Podejście Rossa cechuje otwartość wobec wszelkich, nierzadko względem siebie antagonistycznych nurtów w muzyce i twórczych postaw. Nowojorski krytyk nie opowiada się za „postępem” przeciw „konserwatyzmowi” ani odwrotnie – zachwyca go zarówno symfonia Szostakowicza, jak dzieło Weberna, przemawia do niego popularna postminimalistyczna estetyka Johna Adamsa, fantasmagoryczne zakończenie Soboty z Licht Stockhausena, polistylistyka Alfreda Schnittkego, „rozrzedzone powietrze” opery L’amour de loin Kaiji Saariaho…

Możemy domyślać się upodobań nowojorskiego krytyka, w książce znajdziemy wiele podstaw do przypuszczeń na ten temat, niemniej cenny w niej jest brak uprzedzeń i ciekawość odmienności, co jest postawą godną naśladowania: autor potrafi przekazać prawdziwy entuzjazm dla żywotności współczesnej  kultury muzycznej w jej najrozmaitszych odmianach.

4.

Alex Ross umie opowiadać: barwna galeria postaci, polityczne i kulturalne wydarzenia są w jego książce przedstawione niezwykle zajmująco, nierzadko w nowym świetle, czasem w sposób nieco przerysowany. Jego bohaterowie – dotyczy to zwłaszcza wybitnych twórców z pierwszej połowy XX wieku – to postacie z krwi i kości, uwikłane w historię i ukazane w całej ambiwalencji ich osobowości, nie tylko twórczych – bez zbędnego wybielania ich postaw, nierzadko moralnie wątpliwych. Mottem książki (jednym z dwóch) jest zresztą odpowiedni cytat z Doktora Faustusa Tomasza Manna: „Wydaje mi się raczej, że przy całej logiczno-moralnej surowości, której pozór poniekąd sobie nadaje, przynależy ona [muzyka] do tej sfery duchowej, za której bezwzględną rzetelność w sprawach rozumu i godności ludzkiej nie byłbym skłonny włożyć ręki w ogień. Fakt, iż mimo wszystko jestem jej z serca oddany, należy do owych sprzeczności, które, czy się tego żałuje, czy znajduje w tym radość, nieodłączne są od natury ludzkiej”.

Książka dzieli się na trzy części odpowiadające chronologii historycznych wydarzeń. Ross zaczyna opowieść od nakreślenia scenerii. Atmosfera wokół wykonania Salome Richarda Straussa w Grazu w roku 1906, na które przybyło sporo koronowanych głów i już lub w przyszłości sławnych kompozytorów (Mahler, Puccini, Zemlinsky, Schönberg, Berg), wiele mówi o tym, co właśnie przemijało i co miało się dopiero wydarzyć. Kolejne rozdziały traktują o przezwyciężaniu tonalności w muzyce kręgu Schönberga i Debussy’ego, o nowych impulsach (nierzadko awangardowych, jak u Strawińskiego i Bartóka) czerpanych z folkloru i „muzyce dnia codziennego” Grupy Sześciu. Jest też rozdział o wyzwalaniu się twórców ze Stanów Zjednoczonych spod wpływu europejskiej tradycji, w czasie, gdy nie mogli liczyć na skromne choćby miejsce w muzycznym Panteonie. Tu warto zwrócić uwagę na ciekawe, a mało znane fakty obrazujące proces muzycznej  emancypacji afroamerykanów, które dokonywało się nie tylko poprzez jazz (Duke Ellington potraktowany został w książce tak, jak kompozytor „klasyczny”), lecz także na obszarze „poważnej” kompozycji.

Rozdarty między dumą z sukcesu i prowadzącą do długotrwałej twórczej blokady niemożnością odnowienia własnego języka muzycznego, „samotnik” Jean Sibelius jest bohaterem kolejnego rozdziału tej części, którą kończy opis barwnego i uwikłanego w politykę życia muzycznego Berlina i Republiki Weimarskiej.

5.

Okres od roku 1933 do 1945 omówiony został w drugiej części książki – jego początek wyznaczają dojście Hitlera do władzy oraz – nieco mniej precyzyjnie – nasilenie stalinowskiego terroru i nastanie amerykańskiego New Dealu. Podobieństwo czasów Franklina Delano Roosevelta i totalitarnych dyktatur nie dotyczy oczywiście zasadniczych cech, niemniej wspólne wszystkim odwołanie do „zwykłego człowieka” przyniosło pewne estetyczne analogie: oddani ideałom demokracji intelektualiści, jak Aaron Copland, Roy Harris czy Samuel Barber, swą populistyczną estetykę kształtowali częściowo pod nieświadomym, a czasem świadomym wpływem „muzycznej polityki” Kominternu, w efekcie znacząco osłabili w Stanach Zjednoczonych nurty modernistyczne kwitnące w latach 20. i przychylnie przyjmowane.

Niezwykle ciekawa jest dokonana przez Rossa analiza muzycznych upodobań Hitlera i Stalina, ich wyobrażeń o politycznej funkcji muzyki, której poświęcali o wiele więcej uwagi niż demokratyczni politycy. Choć ich muzyczne horyzonty były dość ograniczone (nie szersze w każdym razie niż gusty konserwatywnych muzyków i melomanów), obaj (zwłaszcza Hitler) na akceptowanym obszarze wykazywali się dość wyrobionym smakiem.

6.

„Doświadczony boleśnie umysł odseparowuje się od złych wspomnień. Artyści także starają się chronić przed dalszym cierpieniem, przybierając pozę «niesentymentalną»” – reguła, którą Ross wyjaśnia estetyczny zwrot w muzyce po I wojnie światowej sprawdza się także w odniesieniu do nowych prądów bezpośrednio po roku 1945. Trzecia część książki mówi o darmsztadzkiej awangardzie, o niepodatnym na jej wpływie Brittenie (Ross podkreśla wielkie znaczenie, nieproporcjonalne do procentowego udziału w całej populacji, jakie w muzyce XX wieku odegrali twórcy o orientacji homoseksualnej). Pisze o Messiaenie i jego wybitnych uczniach (Boulez, Stockhausen, Xenakis), Ligetim oraz o amerykańskich eksperymentatorach (Cage, Partch) i minimalistach, zrzucających brzemię europejskiej tradycji, pielęgnowanej na swój sposób zarówno w nurtach neostylistycznych, jak „awangardowych”. Ostatnie strony książki to rzut oka na pluralistyczną teraźniejszość.

W porównaniu z treścią poprzednich części obraz ostatnich dziesięcioleci, trzecia sprawia wrażenie nakreślonego dość pobieżnie, mniej interesująco i błyskotliwie szkicu, informacje o twórcach są przeważnie zwięzłe. Przyznajmy jednak, że wyważenie jego elementów jest zadaniem o wiele trudniejszym – starsze dzieła i ich szacowni twórcy obrośli już w monografie i komentarze, do tej bardziej aktualnej współczesności brak nam często koniecznego dystansu. Z pewnością nie dałoby się przypisać Rossowi niemądrego, acz gdzieniegdzie z całą powagą głoszonego poglądu, że prawdziwie wielka muzyka dziś już nie powstaje. W Epilogu autor stwierdza przecież, że „już na samym początku XXI wieku powstały monumentalne dzieła, które dopraszają się o porównanie z dziełami z bliższej i dalszej przeszłości”.

Pamiętajmy też, że autor postawił tu sobie nieco inne cele niż twórcy licznych podręcznikowych pozycji o muzyce XX wieku i nie należy wyciągać zbyt daleko idących wniosków z proporcji zajmowanego miejsca. Dlatego nie powinno dziwić na przykład to, że mało komu znany, choć utalentowany, usiłujący „zawojować królestwo czcigodnej klasyki” afroamerykanin Will Marion Cook, jest jednym z kilkunastu kompozytorów, którzy mają w książce osobne podrozdziały, a wielu słynnych twórców nie zostało w ten sposób wyróżnionych.

7.

Przekład Aleksandra Laskowskiego oddaje żywy i barwny styl autora i jest zasadniczo bardzo udany, choć razi trochę poufałe „tykanie” bohaterów książki, którego nie ma w oryginale. Szkoda tylko, że merytoryczna redakcja nieco szwankuje – kilku rażących błędów dałoby się uniknąć poddając przekład bardziej wnikliwej konsultacji. To jednak tylko drobne usterki.

Warto też wiedzieć, że Reszta jest hałasem to nie tylko książka, o czym można się przekonać odwiedzając internetowe strony autora (www.therestisnoise.com): znajdziemy tam m.in. liczne fragmenty omówionych w niej  utworów, które  składają się one na obszerną dźwiękową ilustrację – trudno (a może niemożliwe?) byłoby znaleźć lepsze wprowadzenie w muzyczny XX wiek!

Krzysztof Kwiatkowski

Alex Ross, Reszta jest hałasem. Słuchając XX wieku, przekład Aleksander Laskowski, Państwowy Instytut Wydawniczy 2011

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: