Penderecki i gwiazda rocka – rozmowa z Jonny’m Greenwoodem z Radiohead

29 Gru

– Penderecki zmienił moje podejście do muzyki – mówi Greenwood w ekskluzywnym wywiadzie dla „Beethoven Magazine”.

Jonny Greenwood to gitarzysta, pianista i współautor większości utworów Radiohead, jednej z najważniejszych grup alternatywnego rocka. Jest artystą, który równie dobrze sprawdza się w świecie muzyki rockowej, jak i poważnej. Od 2004 r. pełni funkcję kompozytora-rezydenta w BBC Concert Orchestra i wielokrotnie manifestował fascynację twórczością Krzysztofa Pendereckiego. To właśnie w Popcorn Superhet Receiver odwołuje się wprost do techniki klasterów, zastosowanej w Trenie. Podobne inspiracje twórczością polskiego kompozytora można odnaleźć w albumie Radiohead – Kid A.

Tomasz Handzlik: Jak doszło do tego, że zafascynowałeś się muzyką Krzysztofa Pendereckiego? 

Jonny Greenwood: Było kilka powodów. Po pierwsze, ujęło mnie, że za pomocą tradycyjnych metod komponowania potrafił stworzyć zupełnie nowy świat dźwięków. Po drugie, miałem nauczyciela, który zapoznał mnie z fragmentem Trenu. Nawet nie podejrzewałem, że można tak komponować! Zacząłem polować na partytury Pendereckiego i pod ich wpływem zupełnie zmieniłem podejście do kwestii tonacji i czasu w muzyce.

Fascynuje mnie również, że kompozytor sporo zaczerpnął z muzyki elektronicznej, i że potrafił przenieść swoje obserwacje na grunt kompozycji orkiestrowych. To była jeszcze jedna rzecz godna uwagi.

Gwiazda rocka i awangardowa muzyka klasyczna? To jednak dość niezwykłe połączenie.

Dorastając byłem zagorzałym fanem wielu odmian muzyki. Uważałem, że dobry rock, jazz i płyty klasyczne są siebie warte. Zresztą nadal tak sądzę. Kraftwerk, Miles Davis, Olivier Messiaen, Joy Division, The Fall, Lee „Scratch” Perry – wszyscy nagrali wspaniałe płyty, których warto posłuchać.

Twoja przygoda z muzyką zaczęła się od wiolonczeli.

W zasadzie od altówki. Jeszcze jako nastoletni chłopak grałem w orkiestrach młodzieżowych, a także w zespołach grających na fletach prostych. Bywało tak, że po szkole ćwiczyłem z zespołami rockowymi, a w inne dni – z orkiestrami i zespołami barokowymi, grając na flecie. Może i prowadziłem dziwne, podwójne życie, ale dziś po prostu się cieszę, że tyle czasu poświęcałem muzyce.

Który kompozytor pojawił się w Twoim życiu pierwszy: Krzysztof Penderecki czy Olivier Messiaen? 

Messiaen. Kiedy miałem 15 lat, nauczyciel zaprezentował nam Symfonię Turangalîla, która zaskoczyła mnie bogactwem barw, jakie może stworzyć orkiestra. Fale Martenota nie tylko wybijały się ponad skrzypce – wydawały się grać zupełnie inny utwór niż reszta orkiestry. To było dla mnie niemal jak zjawisko nadprzyrodzone. Messiaen wciąż żył i tworzył, kiedy byłem nastolatkiem, dlatego wydawał mi się tak samo bliski i współczesny jak jakaś grupa rockowa.

I to od niego zapożyczyłeś fale Martenota?

Dokładnie. Bo to niezwykły instrument, przy którego pomocy możesz zamienić elektronikę w prawdziwe dźwięki. Podobnie jak na wiolonczeli czy altówce w naturalny sposób kontrolujesz strój oraz brzmienie. W porównaniu z falami Martenota syntezator to marna skrzynia pełna przełączników, a nie instrument.

Jesteś kompozytorem-rezydentem BBC Concert Orchestra. To Twoje drugie powołanie, obok grania w Radiohead?

Radiohead grywał już muzykę pisaną pierwotnie na orkiestrę, choć wykorzystywaliśmy do jej interpretacji tylko gitary, klawisze i perkusję. Orkiestrowe myślenie to właśnie ten sposób, w jaki aranżujemy większość naszych kompozycji. Wszystkie instrumenty staramy się traktować na równi, nieważne czy są to cymbałki, laptop, gitara czy cała orkiestra smyczkowa. Jeśli widzimy, że naszym utworom potrzebny jest jeszcze jakiś instrument, nie wahamy się go użyć, nawet jeśli istnieje ryzyko, że zagramy na nim nieporadnie.

Do napisania Popcorn Superhet Receiver zainspirował Cię Tren. Dlaczego wybrałeś akurat ten utwór? 

Penderecki zakończył Tren white noise’m. To był dla mnie punkt wyjścia. Potraktowałem go jak trójwymiarową bryłę, w której będzie można wyrzeźbić jakieś kształty.

Marzyłeś kiedyś o współpracy z Pendereckim? 

Nigdy. Wydawało mi się to niemożliwe.

Ale spotkałeś się z kompozytorem po jego londyńskim występie, kiedy dyrygował II Koncertem wiolonczelowym.

To było niezwykłe przeżycie. Koncert miał miejsce w Drapers Hall. Siedziałem w pierwszym rzędzie i pierwszy poderwałem się z miejsca, gdy zaczęły się oklaski, a to zupełnie nie w moim stylu. To było dla mnie niepojęte – sala wypełniła się nie tylko melodiami, ale też pięknymi, egzotycznymi chmurami dźwięków. Podejrzewałem, że odpowiada za to jakaś rozbudowana elektronika, tymczasem okazało się, że wszystkie te niesamowite dźwięki gra klasyczna orkiestra.

Właśnie po tym koncercie doszedłem do wniosku, że muzyka Pendereckiego traci najwięcej, kiedy próbuje się ją przenieść na płyty CD. Bo jeśli chcesz usłyszeć jej piękno i wychwycić wszystkie detale, to z racji jej złożoności konieczne jest słuchanie w sali koncertowej. Redukcja 48 instrumentów do dwóch głośników to drastyczne umniejszenie, właściwie barbarzyństwo. To tak, jakbyś chciał oglądać Lśnienie na ekranie komórki… Tyle się traci.

Dziś wasza współpraca się zacieśnia. Czego się spodziewasz po projekcie przygotowywanym na Europejski Kongres Kultury? 

Pracuję nad utworem, dla którego inspiracją stała się Polymorphia. Próbuję do niego podejść na dwa bardzo różne sposoby, zobaczę, który się lepiej sprawdza. Nie wiem jeszcze co z całego tego projektu wyjdzie, ale cieszę się, że Penderecki okazał się umysłem tak otwartym i gotowym do przyjęcia muzyków spoza świata klasyki.

Rozmawiał Tomasz Handzlik

Rozmowa z marca 2011 r. 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: