Chopin – rok z życia Zamachowskiego

27 Paźdź

Zbigniew Zamachowski opowiedział mi, jak przebiegała praca nad listami i nagraniem, a przede wszystkim, co sobie myślał o panu Chopinie, czytając jego listy, notatki, artykuły. Rozmowa ukazała się w miniony weekend w Magazynie Swiątecznym Gazety Wyborczej.

Znany aktor nagrał w Teatrze Polskiego Radia całą koresponencję Fryderyka Chopina. Nakładem Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina ukazał się dwa tygodnie temu  – jako przedsmak pełnego wydania, które ma nastąpić w przyszłym roku – jednopłytowy audiobook z wyborem kilkunastu listów.

Chopina listy z neurozy

-Kosztował mnie rok życia. Nim Fryderyk zmarł na gruźlicę, omal nie dostałem zawału – ze Zbigniewem Zamachowskim rozmawia Anna S. Dębowska.

Anna S. Dębowska: To był zamach na Zamachowskiego?

-Gdy Stanisław Leszczyński, dyrektor Instytutu Chopina, powiedział mi, że taki zamach na mnie szykuje, pomyślałem: „czemu nie?”, nie mając zielonego pojęcia, ile tych listów jest i jaka skala trudności mnie czeka. Do tej pory myślałem, że największą rzeczą, jaką wykonałem, było nagranie całego „Szwejka” dla Polskiego Radia.

Nagranie wszystkich listów Chopina było najtrudniejszą radiową robotą, jaką wykonałem. Utrwaliłem wszystko, co do jednego wyrazu i przecinka, od laurek dla rodziców i rodzeństwa po ostatnie przedśmiertne listy. Wszystko co zapisał swoją ręką i zachowało się do naszych czasów, nawet prośby o przyjście lekarza do domu.

Ach, jak on pięknie opisywał swoją chorobę! Na przykład w liście z Majorki: „3 doktorów z całej wyspy najsławniejszych: jeden wąchał, com pluł, drugi stukał, skądem pluł, trzeci macał i słuchał, jakem pluł. Jeden mówił, żem zdechł, drugi – że zdycham, trzeci, że zdechnę”.

Wyszło z tego 18 godzin nagrania. Grubo ponad rok mojego życia.

Chętnie bierze pan udział w projektach muzycznych. Grał pan w Historii żołnierza” Strawińskiego w filharmonii, Salieriego i Mozarta w realizacjach Amadeusza

-Muzyka jest moją pierwszą miłością, która wciąz trwa. Zawsze się we mnie błąkała. Zdawałem do Akademii Muzycznej w Katowicach na wydział wokalny, ale mnie nie przyjęli.

W „Zamachu na MoCarta” w Teatrze Syrena gra pan na kontrabasie. Byłam świadkiem jak gratulowała panu Grażyna Auguścik. Ludzie uczą się grać na tym instrumencie latami…

-Nie powiem, że nauczyłem się grać na kontrabasie, natomiast nauczyłem się grać konkretne nuty na tym instrumencie, potrzebne w przedstawieniu. Szlagwort jest taki, że ja mam mieć recital śpiewany, ale co chwila lgnę do jakiegoś instrumentu i obsługuję ich kilkanaście: kontrabas, flet, harmonijka ustna, gitara klasyczna i elektryczna, fortepian, bongosy, okaryna itd.

Czy są jakieś instrumenty, na których pan nie gra?

-Przez dwa i pół roku byłem organistą w moich rodzinnych Brzezinach, w urzędzie stanu cywilnego. Obżeniłem wszystkie swoje nauczycielki. Muzyka jest dla mnie czymś tak naturalnym, że gram na wszystkim, na czym się da.

Ale pierwszym instrumentem, z którym miał pan do czynienia był fortepian?

-Znalazłem go jako dziecko na strychu swojego rodzinnego domu, który zajmowaliśmy po przedwojennych właścicielach. W kącie stał szkielet instrumentu, bez nóg, ale ze strunami. Na tym polegał wic, że można było zagrać na nim, jak na harfie, bo nie było klawiszy. Te dźwięki zostały mi w pamięci.

A jak się pan czuł w roli Chopina?

-Nie była to rola, nie chciałem wchodzić w jego skórę. Chodziło przede wszystkim o czytelne przekazanie treści.

Słyszałam fragmenty nagrania i to jest interpetacja, aktorskie wcielenie się głosem. Nawet teraz, jak rozmawiamy, słyszę, że pan gra głosem.

-Przeczytanie 1500 stron tekstu „na biało” zabiłoby każdego słuchacza. Nie starałem się upostaciowić narratora, tylko dobierając pewne emocje czy intonacje, wydobywać sens.

To są bardzo osobiste listy…

-Chopin stał mi się bliższy jako człowiek. Wiemy, że wielkim kompozytorem był, natomiast, jakim był człowiekiem, możemy się dowiedzieć tylko z listów, w których zapisał się jego charakter, osobowość. Nie wyłania się z nich postać pomnikowa, lecz prawdziwy człowiek ze słabostkami, małostkowymi cechami, z drobiazgowością iście neurotyczną.

Był potwornie apodyktyczny. Bez skrupułów obarczał rodzinę, przyjaciół, znajomych sprawami osobistymi, najmniej istotnymi. Nie zapomnę listu do przyjaciela, bodajże Juliana Fontany, w którym żąda znalezienia czegoś, co zostawił w sekretarzyku w swoim paryskim mieszkaniu. Opisuje dorbiazgowo, gdzie to leży, że w szufladzie, obok szczotki i słoiczka. Przyjaciel ma otworzyć szufladę kluczykiem, a jeśli go nie znajdzie, niech idzie do ślusarza.

Wkurzający ten Chopin?

-Chyba z przekory utkwił mi w pamięci list adresowany do Wojciecha Grzymały w 1849 roku – do bólu precyzyjny opis intrygi, związanej z zaginięciem przesyłki. Zawierała bardzo dużą kwotę pieniędzy. Daję pani słowo, że sama Agata Christie miałaby dużą trudność w zrozumieniu, o co chodziło. Dużo mnie to wszystko nerwów kosztowało.

Podobno podczas nagrania ostrzegał pan, że dostanie zawału serca, zanim Chopin umrze na gruźlicę.

-Że niby on albo ja? Tak było. Nagrywaliśmy chronologicznie.

Rzecz w tym, że jeśli się te listy ma przed oczyma w druku, to wyłowienie sensu w dość neurotycznym ciągu myślowym, którym się zazwyczaj posługiwał nasz bohater, jest trudne, ale jeszcze możliwe. Natomiast przeczytanie tego tak, żeby słuchacz miał jasność, o co chodzi, nieraz stanowiło coś w rodzjau kwadratury koła. Chopin używał zdań wielokrotnie złożnych, myśl jedną wtrącał w drugą, trzecią, czasem zdania ciągnął przez pół strony, początek dotyczył czegoś innego niż koniec.

Ręce opadały?

-Bardzo często, bo jak się powtarza po raz 50. ten sam problem przy kolejnym liście i znów trzeba szukać, gdzie początek, sens, dominanta, koniec, to naprawdę może człowieka szlag trafić. Przy czym taka jest uroda tych listów, to nie to, żebym znielubił Chopina.

Potrzebował pan backgroundu historycznego, żeby naświetlić kontekst?

-Pomagał mi prof. Zbigniew Skowron, muzykolog z Uniwersytetu Warszawskiego, przede wszystkim w językowych historiach. W listach pisanych po polsku jest bardzo dużo francuszczyzny, którą znam słabo i podchwytywałem wymowę. Chopin namiętnie używał niemieckiego, łaciny, włoskiego, tworzył swoje własne słowa, neologizmy, wstawiał francuskie zdania, czasem w polskiej transkrypcji. Do końca nikt nie wie, jak to wymawiać. Np. jako chłopiec przekręcał swoje nazwisko, podpisywał się „Pichon” i był problem, czy czytamy dosłownie, z „h”, czy „Piszą”, a może „Piszon”.

Miał pan do czynienia z całym życiem tego człowieka, od najmłodszych lat po ostatnie dni. Czy widać jak się zmienił?

-Listy z Szafarni, gdzie jako nastolatek spędzał wakacje i prowadził własną gazetkę satyryczną „Kuryer Szafarski”, są bardzo dowcipne, szelmowskie. Widać, że miał pan Chopin zacięcie literackie i poczucie humoru. Weźmy taki fragment doniesień z 3 września 1824 r.: „Krowa ma się bez porównania lepiej, już przyjmuje wizyty, a niedługo to może i sama oddawać będzie” albo „Kaczor, wyszedłszy po kryjomu bardzo z rana z kurnika, utopił się. Dotąd jeszcze nie można dojśc przyczyny owego samobójstwa, familia bowiem nic nie chce gadać”.

Piękne są listy z Wiednia, tuż po opuszczeniu Polski, o gniewie i tęsknocie. Np. w liście do Jana Matuszyńskiego: „W salonie udaję spokojnego, a wróciwszy do domu piorunuję na fortepianie. Z nikim poufałości, ze wszystkimi grzecznie obchodzić się muszę. Mam ludzi, co mię niby lubią, co mię malują, mizdrzą się, przymilają, i cóż mi po tym, kiedy spokoju nie mam: chyba jak sobie wszystkie wasze wydobędę listy, otworzę widok króla Zygmunta, na pierścionek spojrzę”.

Niezwykła jest korespondencja Chopina i George Sand. Szkoda, że tak mało ocalało – pisarka zniszczyła większość listów, kiedy zerwali.

Zastanowiła pana forma, w jakiej zwracał się do swoich przyjaciół mężczyzn, np. do Juliana Fontany? Biografowie spierają się o to. Jedni uważają, że miał skłonności homoseksualne, inni usiłują temu zaprzeczyć.

-Ja tego tak nie odczytuję. Nie dlatego, żebym miał coś przeciwko. Owszem, jest czułość, są zwroty: „Moje najdroższe życie”, „Moje kochanie”, ale wówczas panowała taka konwencja, dziś nie do pomyślenia.

Męską solidarność z nim pan czuł?

-Nie wtedy gdy mówi przyjacielowi, że coś ma mu wyjąć z szufladki. Traktował bliskich, jak służących…

Od Juliana Fontany żądał przysyłania książek, mydełek określonej firmy i koloru, pasztetu sztrasburskiego. „Każ w piątek bukiet fiołkowy kupić, żeby w salonie pachniało” – pisał do Wojciecha Grzymały.

-Nie sądzę, by miał świadomość, że wykorzystywał ludzi w sprawach przyziemnych. Wydaje mi się, że był manipulatorem, wolę tak o nim nie myśleć. Czuły był na sprawy materialne, ale to też zrozumiałe – był przyzwyczajony do wysokiego poziomu życia. Często korzystał z gościnności zamożnych ludzi, którzy darzyli go sympatią. Przez cały pobyt w Anglii i Szkocji był rezydentem u różnych rodzin, również u sióstr Stirling, o których nie wypowiadał się pochlebnie, ani o ich charakterze, ani o urodzie, ale gościnę przyjął.

Czy wspominał o tym, że chciałby stworzyć dom?

-Wspomina o małżeństwie, ale jakoś nic z tego nie wyszło.

Ciężko być artystą, nie mając oparcia w rodzinie?

-W ogóle ciężko być artystą. A jak się nie ma oparcia bliskich to już w ogóle musi to być koszmarne. To jest brzemię, nie łaska losu czy rzecz dana za darmo. To musi być czymś okupione. Chopinowi wszyscy zazdrościli, że ma talent, ale czy on był szczęśliwy, tego nie wiem. Nie miał łatwo. Do tego choroby, które trzeba przyznać, znosił mężnie i wciąż komponował.

Pan jak ma zły dzień i musi wyjść na scenę, to wpływa to na pana?

-Nigdy nie wiadomo, co ma na nas wpływ. Gombrowicz bardzo piękne zdanie napisał w swoich dziennikach: „To nie ja piszę, to mną pisze”. Coś takiego jest w sztuce, talencie, co jest niezależne od nas i naszego samopoczucia.

Rozmawiała Anna S. Dębowska

Nagrania kilkuset listów Fryderyka Chopina do rodziny i przyjaciół, drobne zapiski, notatki, wszystko, co wyszło spod ręki kompozytora i zachowało się do naszych czasów, trwały ponad rok.
Do końca tego roku mają zostać zarejestrowane  listy bliskich osób do Chopina, w projekcie wezmą udział znani aktorzy – NIFC na razie nie zdradza kto. Wydanie boxu z całą korespondencją zaplanowano na pierwszą połowę roku.
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: